Do tragedii doszło w czwartek 23 kwietnia ok. godz. 10.30. Kobieta, mieszkanka Mokrego w gminie Zagórz na Podkarpaciu, wyszła do lasu. Od lat dorabiała sobie zbierając grzyby, jagody i zrzuty jelenia. Według krewnych las znała jak własną kieszeń. Czasami trafiała na niedźwiedzie, ale nigdy wcześniej nie doszło do niebezpiecznych sytuacji.
Siostra mówiła mi o tych spotkaniach, ale nie było to nic szczególnego, wszyscy okoliczni mieszkańcy, którzy żyją w Bieszczadach spotykają drapieżniki. Spotykamy niedźwiedzie nie codziennie, tylko dwa razy dziennie – powiedział Paweł Winkowski, brat ofiary w rozmowie z portalem Nowiny24.
"Nagle rozległ się potężny krzyk"
Brat opowiedział o ostatnich chwilach kobiety, która poszła do lasu z synem. W pewnym momencie Dawid z Edytą rozdzielili się. Jakiś czas potem siostra zadzwoniła do syna, bo zauważyła "cielątko" czyli młode jelenia. Szła sobie za nim i nagle rozległ się potężny krzyk: Dawid, niedźwiedź, Dawid! No i tyle. Syn usłyszał już tylko krzyki, pisk i ryk niedźwiedzia. Po chwili wszystko się skończyło.
Syn natychmiast rozpoczął poszukiwania matki. Kiedy ją odnalazł już nie żyła. Kobieta miała obrażenia głowy. Zaatakowała ją niedźwiedzica z trójką ubiegłorocznych młodych. Po ataku próbowała zaciągnąć kobietę do młodnika.
Apel gminy ws. niedźwiedzia
Urząd Gminy Bukowsko, na której terenie leży Płonna, zamieścił na swojej stronie komunikat, w którym zaapelował o powstrzymanie się od odwiedzania tamtejszych lasów i miejsca zdarzenia. "W związku ze śmiertelnym atakiem niedźwiedzia na kobietę w miejscowości Płonna (gmina Bukowsko) zwracamy się z pilną prośbą do wszystkich mieszkańców oraz osób przebywających w okolicy o bezwzględne powstrzymanie się od wchodzenia do pobliskich terenów leśnych oraz nieprzyjeżdżanie na miejsce zdarzenia” – czytamy w komunikacie. Urząd gminy zaznaczył, że obszar ten jest obecnie niebezpieczny, a obecność osób postronnych może utrudniać działania służb i stwarzać dodatkowe zagrożenie dla życia i zdrowia.