Dziennik Gazeta Prawana logo

Zamieszanie z wieńcem od marszałka

22 kwietnia 2010, 15:23
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
"Nie byliśmy żadną spóźnioną delegacją i nie byliśmy pijani" - tak Jerzy Smoliński, asystent Bronisława Komorowskiego odpowiada na zarzuty serwisu portalpomorza.pl. Napisał on, że delegacja marszałka Sejmu przyjechała złożyć wieniec na grobie Anny Walentynowicz po spożyciu alkoholu.

Anna Walentynowicz spoczęła wczoraj na cmentarzu Srebrzysko w Gdańsku-Wrzeszczu. Incydent opisany przez portalpomorza.pl miał miejsce ponad dwie godziny po zakończeniu ceremonii żałobnej. Wtedy przy grobie nie było już rodziny i przyjaciół zmarłej w katastrofie pod Smoleńskiem legendarnej opozycjonistki.

Pod sam grób podjechał samochód, z którego wysiadło kilku mężczyzn. Wśród nich byli doradcy Bronisława Komorowskiego: Waldemar Strzałkowski i Jerzy Smoliński. Z bagażnika wyjęli wieniec z białych i czerwonych kwiatów. Na wstędze widniało nazwisko marszałka Sejmu.

>>> Czytaj także: Wałęsa na mszy za Annę Walentynowicz

Jak podaje portalpomorza.pl, delegacja zostawiła wieniec pod zasypywanym właśnie grobem. Jeden z jej członków natychmiast wyjął telefon komórkowy, by - jak podaje portal - poinformować marszałka, że zadanie zostało wykonane.

Ale to nie koniec. Według relacji portalupomorza.pl, delegacja z wieńcem szła "chwiejnym krokiem", a od jednego z jej członków "cuchnęło alkoholem". Całe wydarzenie zarejestrował reporter serwisu, a także przywieziony przez delegację fotograf. Portal przypomina, że sam Komorowski był wczoraj w Gdańsku na pogrzebie Macieja Płażyńskiego.

Tymczasem Jerzy Smoliński w rozmowie z tvn24.pl wyjaśnia, że tuż przed wizytą na cmentarzu delegacja otrzymała zaproszenie na obiad u abp. Sławoja Leszka Głodzia. "Do obiadu podano wino. Wypiliśmy po lampce, może dwie" - mówi w rozmowie z serwisem Smoliński. Dodaje, że wtedy zadzwonił marszałek Komorowski z informacją, że sam nie może złożyć wieńca na grobie Anny Walentynowicz. "Żeby nie zabierać go z powrotem do Warszawy w drodze na lotnisko zawieźliśmy go na cmentarz" - opowiada.

"Nie byliśmy żadną spóźnioną delegacją i nie byliśmy pijani" - podkreśla Smoliński. Choć przyznaje, że faktycznie był zmęczony, bo dzień zaczął się dla niego wcześnie rano. "O godzinie 5:40 byliśmy już w pracy" - przekonuje.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj