W sprawie domu w Radości trwa już śledztwo. "Przesłuchania świadków trwajką od samego rana. Cały czas zgłaszają się nowe osoby" - mówi dziennikowi.pl Renata Mazur z Prokuratury Okręgowej Warszawa Praga. Zapewnia, że nikt nie zostanie odprawiony z kwitkiem. Ale nie chce ujawnić, co zostało już ustalone.

Prokuratorzy chcą się dowiedzieć, na ile doniesienia o fizycznym i psychicznym znęcaniu się nad pensjonariuszami są prawdziwe. Były pracownik domu nakręcił komórką film, na którym widać, jak opiekunki biją i wyzywają starszą kobietę.

"Dom w Radości nie jest jedynym w kraju, gdzie dochodzi do znęcania się nad podopiecznymi" - przyznał w TVN24 minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski. Dlatego zapowiedział kontrole domów opieki.

Kontrolerzy sprawdzą przede wszystkim, czy dany ośrodek widnieje w rejestrze. "Kontrole mają zapobiec kolejnym dramatom, podobnym do tego, który zdarzył się w domu opieki w Radości" - wyjaśniał minister sprawiedliwości. Jak ustalił wczoraj dziennik.pl, dom w Radości nie był zarejestrowany i w ogóle nie powinien działać.

Okazuje się, że wiedział o tym poprzedni wojewoda. Ale nie reagował. "Nie potraktował poważnie dochodzących do niego sygnałów" - przyznał Ćwiąkalski. Pracownicy społeczni mają dziś rozmawiać z pensjonariuszami domu pomocy w warszawskiej Radości. Ci, którzy będą tego chcieli, zostaną przeniesieni do innych domów na Mazowszu.