Pani Barbara napisała do tvn24.pl, gdy zobaczyła wstrząsające materiały o sytuacji w domu opieki dla starszych kobiet w Radości. Ujawnił je dziennik "Polska".

Mama pani Barbary żaliła się na bicie, kopanie i wyzwiska. "Początkowo nie traktowałam tego bardzo serio, chociaż wewnętrznie czułam, że coś się dzieje. Zdecydowałam się rozmawiać z kierowniczką. Pani Kasia śmiała się, mówiła, że mama zmyśla" - opowiada internautka.

"Wielokrotnie widziałam, jak kobiety były szarpane, przywiązywane sznurkami do łóżek" - dodaje, choć samego bicia nie widziała.

Barbara podejrzewa, że kobietom podawano środki uspokajające i nasenne. "Moja mama chodziła jak po narkotykach. W ogóle było ciężko z nią rozmawiać, co chwilę zasypiała" - wspomina.

Pani Barbara nigdy nie zapomni sytuacji, gdy odwiedzając matkę, zobaczyła ją w bardzo złym stanie. "Pensjonariuszki powiedziały, że mama upadła w łazience i mocno uderzyła się w głowę. Nie chciałam uwierzyć. Jednak nie miałam dowodu" - tłumaczy.

Pani Barbara twierdzi też, że opiekunki wyłudzały pożyczki, których nie oddawały. Jedna z pracownic pożyczyła 100 złotych od jej brata. "Jak nie pożyczyć na życie kobiecie, od której zależy komfort życia własnej matki, której nie można na razie zapewnić sensownej opieki" - tłumaczy pani Barbara. Kobieta pieniędzy nigdy nie oddała.

Po kilku miesiącach Barbara zabrała mamę z Radości do domu opieki w Międzylesiu. Jej stan zdrowia znacznie się polepszył. "Mama samodzielnie chodzi, je, myje się, ścieli łóżko. Oczywiście, ma kłopoty z pamięcią, ale to nieba a ziemia w porównaniu z tym, co było" - dodaje.

Kierowniczka domu opieki w Radości zaprzecza, że pensjonariuszki były źle traktowane. Sprawę bada policja i prokuratura.