Dziennik Gazeta Prawana logo

Pies zdechł zgodnie z przepisami

28 sierpnia 2008, 20:31
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
Billy zapłacił najwyższą cenę za podróż tanią linią lotniczą Centralwings. Nie przeżył lotu z Rzymu do Wrocławia. Zdechł w luku bagażowym. Jego właścicielka twierdzi, że udusił się w dusznym, nagrzanym luku samolotu stojącego na rzymskim lotnisku. Rzecznik linii nie sądzi, żeby złamano przepisy.

Odlot samolotu się opóźniał. Pies siedział w luku. Temperatura na zewnątrz wynosiła około 40 stopni. "Słyszałam skowyt. Prosiłam obsługę, żeby dali Billemu mu wody. Chciałam mu pomóc" - mówi właścicielka labradora, Dorota Kołyna. Kiedy jej pies zdychał w luku, ona siedziała w samolocie. Czuła że coś jest nie tak. Obsługa samolotu nie pozwoliła jej jednak zobaczyć psa.

W "Wiadomościach" rzecznik linii, Kamil Wnuk, tłumaczył: "To było szczekanie, nie ujadanie. Moje koleżanki przekazały mi, że nic złego się nie działo".

Zdaniem rzecznika, psa przewieziono tak jak należy. Tyle tylko, że na lotnisku we Wrocławiu okazało się, że biedny zwierzak nie żyje - zdechł zgodnie z przepisami.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj