Półtoraroczne dziecko z poparzonym chemikaliami żołądkiem trafiło do szpitala w Białymstoku. Lekarze robili wszystko, by uratować maleństwo. Niestety, ich wysiłki zdały się na nic. Chłopczyk zmarł, bo połknął baterię. Zabił go zawarty wewnątrz elektrolit.
Dziecko mieszkało w Łomży, tam też lekarze usunęli mu z brzucha baterię - płaską, wielkości monety dwuzłotowej. Jednak dziecko nadal źle się czuło. Po trzech dniach trafiło do Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Białymstoku.
Tam lekarze z przerażeniem stwierdzili, że w żołądku dziecka rozlał się elektrolit. Spowodował głębokie i nieodwracalne poparzenia chemiczne. Maleństwo nie miało żadnych szans.
Cierpiało przez kilkanaście dni. W końcu zmnęczony walką o życie organizm poddał się.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl