31-letnia Marta Kowalczyk ze Słubic pracowała w Irlandii i właśnie wróciła z rodziną do Polski. Jej syn pójdzie teraz do pierwszej klasy szkoły podstawowej. "Chodził przez rok do irlandzkiego przedszkola, nieźle jak na swój wiek mówi po angielsku. Chciałam, żeby uczył się dalej w Polsce. Jednak w rejonowej podstawówce dowiedziałam się, że szkoła nie ma anglisty i jeżeli go nie znajdzie do końca wakacji, dzieci będą się uczyć niemieckiego" - opowiada DZIENNIKOWI.
Decyzja MEN, aby dzieci od pierwszej klasy uczyły się obowiązkowo języka nowożytnego, ale niekoniecznie angielskiego, może doprowadzić do lawiny takich przypadków. Szkoły, zwłaszcza na prowincji, borykają się z brakiem anglistów, mają natomiast w nadmiarze nauczycieli niemieckiego i rosyjskiego. Według raportu Centralnego Ośrodka Kształcenia Nauczycieli w Polsce pracuje 39 tys. anglistów i 26 tys. nauczycieli innych języków.
Eksperci, z którymi rozmawialiśmy, obawiają się, że to właśnie te liczby, a nie faktyczne zapotrzebowanie, będą decydować o tym, jakiego języka dzieci będą się uczyć w szkole.
"Angielski to podstawa podstaw, bezdyskusyjnie powinien być obowiązkowo uczony w szkołach podstawowych" - mówi DZIENNIKOWI historyk idei prof. Marek Król. Zwraca uwagę, że postawa MEN nie bierze się z troski o wielojęzyczność, tylko z bardzo pragmatycznych powodów. "Tam, gdzie nie ma anglistów, nadal będą mogli uczyć germaniści czy rusycyści. Rozumiem pragmatykę takiego tłumaczenia. Ale za kilka lat nie zrozumieją go dzieci, które z tego powodu nie będą znały angielskiego" - mówi „Dziennikowi” Marcin Król.
Marta Sylwartowicz, kierownik katedry filologii angielskiej w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Warszawie uważa, że MEN, uchylając się od standaryzacji nauczania, wprowadza wręcz segregację uczniów na tych, którzy będą uczyć się angielskiego już od pierwszej klasy, i tych, którzy zaczną później i nie dogonią już swoich równolatków.
To, jak wygląda taka sytuacja, można zobaczyć już dziś. To całe pokolenie, które uczyło się angielskiego po łebkach na przemian z innymi językami. Po angielsku mówi słabo, inne języki zdołało już zapomnieć albo ich nauka w szkole od początku była fikcją. Anna Mastalerz, młoda specjalistka od robotyki, wyszła ze szkoły z dobrym rosyjskim, podstawami francuskiego i słabą angielszczyzną, której uczyć zaczęła się dopiero w liceum. Kilka miesięcy temu zrozumiała, że jest ofiarą systemu, gdy na konferencji w Hongkongu jako jedyna korzystała ze słuchawek.
Większość naszych rozmówców mówi jednoznacznie: jest jeden język światowy i to jego trzeba znać. "Nie umniejszając wagi innych języków, to angielski jest niezbędny w świecie i to bez względu na to, czy to świat kultury, biznesu, polityki czy kultury" mówi DZIENNIKOWI najbardziej utytułowany polski tenisista Wojciech Fibak.
Problemy z brakiem kadry według ekspertów nie tłumaczą ucieczki ministerstwa przed reformą w nauczaniu. Marek Pleśniar z Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty powołuje się na przykład Szwecji, gdzie certyfikaty uprawniające do nauki angielskiego mają obowiązkowo nauczyciele innych przedmiotów. W Polsce nie stworzono nawet zalążka podobnego systemu. Było na to 19 lat.
p
Katarzyna Bartmann: W Polsce jest niecałe 40 tysięcy nauczycieli angielskiego, według ZNP to o blisko 8 tysięcy za mało. Dlaczego przez blisko dwadzieścia lat nie udało nam się wykształcić wystarczającej liczby nauczycieli?
Marta Sylwanowicz*: To nie jest tak, że uczelnie kształcą za mało anglistów. Sama przekwalifikowuję wielu nauczycieli ze szkół podstawowych, którzy przychodzą do mnie zdobyć specjalizację z języka angielskiego. Bardzo często proszą, aby do dyplomu wpisać im zaświadczenie, że mogą nauczać języka w klasach 1 - 3. Zainteresowanie pracą z dziećmi wśród młodych nauczycieli jest ogromne.
Dlaczego więc szkoły podstawowe nadal mają taki problem ze znalezieniem kadry?
Przyczyna jest prosta. To nierówne rozmieszczenie kadry nauczającej w kraju, w wyniku którego nauczyciele są źle zagospodarowani. W atrakcyjnych, dużych miastach takich jak Warszawa czy Katowice nauczycieli angielskiego jest nawet więcej niż etatów w szkołach. Równocześnie w niektórych regionach - między innymi na Mazurach, Podlasiu czy Lubelszczyźnie - tradycyjnie występują spore niedobory tych nauczycieli. Z tego powodu uczące się tam dzieci mają nierówny w stosunku do swoich rówieśników start. Trudno jednak obwiniać o tę sytuację wyłącznie dyrektorów szkół, bo ci stoją pod ścianą. Bez pomocy ze strony państwa niewiele będą mogli zdziałać.
Co trzeba zrobić, by lepiej zagospodarować anglistów?
Nauczycielom angielskiego trzeba stworzyć takie warunki pracy, by chcieli porzucać duże miasta i osiedlać się na prowincji. Musi być stworzony system atrakcyjnych - naprawdę atrakcyjnych - rynkowych warunków zatrudnienia. To powinno pomóc rozwiązać problem.
*Marta Sylwanowicz jest kierownikiem Katedry Filologii Angielskiej w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Warszawie
p
Trzy mity o nauce angielskiego w Polsce
INNE JĘZYKI TEŻ SĄ WAŻNE - mocne przekłamanie. Angielski ma na całym świecie około 1,8 miliarda użytkowników i jest językiem oficjalnym 53 krajów na wszystkich sześciu zamieszkałych kontynentach. Do tego w niemal wszystkich rejonach świata stanowi lingua franca. Nie istnieje żaden inny europejski język, który dawałby taką zdolność komunikacyjną. Znając niemiecki i rosyjski, można swobodnie funkcjonować jedynie w konkretnych regionach świata - w niemieckojęzycznej części Europy i na terenie b. ZSRR.
MŁODZI POLACY MÓWIĄ DOBRZE PO ANGIELSKU - teza trudna do obrony. Przeciętny polski maturzysta zdał w tym roku z wynikiem 61 punktów na 100, co daje mu co najwyżej status średnio zaawansowanego. Pamiętajmy też, że 20 procent maturzystów zdawało inne języki.
POWRÓT EMIGRANTÓW PODWYŻSZY ANGLOJĘZYCZNOŚĆ - półprawda. Na pewno otwarcie granic w maju 2004 roku podniosło poziom znajomości angielskiego wśród Polaków, jednak nie ma co liczyć na to, że problem słabej znajomości angielskiego rozwiąże się wraz z masowym powrotem Polaków z Anglii. Emigranci stanowią około 2 procent polskiego społeczeństwa. Nawet ich zmasowany i jednorazowy powrót – opcja, którą z góry można wykluczyć – tylko nieznacznie zmieniłby ogólnokrajowe statystyki.