Na przejściu granicznym jest już spokój - twierdzą policjanci. Jednak funkcjonariusze zostaną na granicy, by dopilnować by pseudokibice i "mrówki" nie próbowali znów zablokować Medyki.

Reklama

"Nadeszli spod supermarketu w pobliżu przejścia, zablokowali jezdnię. W korku stanęło około 40 samochodów" - relacjonuje DZIENNIKOWI podinspektor Jan Faber z Komendy Miejskiej Policji w Przemyślu. Kiedy policyjny oddział do walki z tłumem ustawił się naprzeciwko, na funkcjonariuszy poleciały kamienie, jajka i butelki. Jeden z kamieni ranił w głowę policjanta. Funkcjonariusz nie należał do oddziału prewencji i miał zwykła czapkę, a nie kask.

"W tej grupie byli zarówno <mrówki> jak i zwykli chuligani, którzy zwietrzyli okazję do awantury" - mówi Faber. Po godzinie 19 zapadła decyzja o rozpędzeniu demonstracji. Policjanci ruszyli i zepchnęli grupę na pobocze. Jak się jednak okazuje, handarze nie rezygnują.

"Pokonani demonstranci zaczęli sie rozchodzić. Przed 22.00 z zepchniętej na pobocze grupy zostało już tylko kilkanaście osób. "Będziemy jednak przez całą noc pilnować przejścia, są tu też funkcjonariusze Straży Granicznej" - mówi DZIENNIKOWI inspektor Jan Faber

>>>Zobacz, jak "mrówki" zarabiają na życie

Protest "mrówek", których głównym źródłem utrzymania był handel papierosami przynoszonymi z Ukrainy, rozpoczął się o północy z niedzieli na poniedziałek, kiedy to weszły nowe unijne przepisy, które pozwalają przenosić przez granicę tylko 40 sztuk papierosów.

Gdy protest się przedłużał i rosła kolejka oczekujących na przejazd samochodów policja około godziny 23 w poniedziałek wezwała około 250 protestujących osób do rozejścia się. Tylko nieliczni posłuchali. Wówczas policjanci weszli w tłum. Rozpoczęły się przepychanki i bójki. Niektórzy z protestujących rzucali w kordon policji kamienie i butelki. Jedna nich rozbiła się na masce samochodu.