Strażaków o pożarze w wielkim centrum handlowym w Zabrzu zaalarmowały czujniki zamontowane w tym obiekcie. Były one podłączone do systemu ostrzegania straży pożarnej. Do akcji wezwano posiłki z kilkunastu okolicznych miast. Strażacy opanowali ogień około godz. 4.30, a po godz. 6.00 świeże zastępy ich zmienników rozpoczęły dogaszanie wewnątrz obiektu. W piątek wieczorem pogorzelisko jeszcze się tliło. Strażacy będą go pilnować do rana.

Pożar objął łącznie powierzchnię ok. 10-12 tys. m kw. - w północnej części centrum M1 zajmowanej m.in. przez dwa duże sklepy budowlano-wyposażeniowe. Znajdowały się tam m.in. materiały i produkty łatwopalne - sztuczne choinki, farby, lakiery i fajerwerki.

"Gdy obejmował je ogień, niektóre wybuchały. Płomienie sięgały momentami na kilkanaście metrów. Panowały wysoka temperatura i silne zadymienie. Strażacy od początku akcji musieli pracować w maskach i aparatach ochrony dróg oddechowych. Dodatkowo wiatr od początku spychał ogień na resztę centrum handlowego" - relacjonował rzecznik śląskich strażaków starszy brygadier Jarosław mówił Wojtasik.

Walka z ogniem była bardzo trudna, bo trzeba było również bronić reszty centrum handlowego przed przedostaniem się tam płomieni. Wodę można było lać tylko od góry, dlatego potrzebne były specjalne wysięgniki.

Budynek jest bardzo zniszczony. Już po kilkudziesięciu minutach pożaru, dach większej części płonącego fragmentu kompleksu zawalił się, a ściany pochyliły do środka. Bardzo długo nie można było wejść do środka.

Brygadier Wojtasik podkreśla, że nie sposób na razie mówić o możliwych przyczynach pożaru czy prawdopodobnych stratach. Ich określaniem zajmą się specjaliści po zakończeniu akcji gaśniczej. Ogień zniszczył ok. 20 procent powierzchni obiektu.