Szefowa zabrzańskiej prokuratury Alina Skoczyńska pytana przez dziennikarzy, czy wśród możliwych przyczyn pożaru brane jest pod uwagę ewentualne podpalenie, odpowiedziała, że śledczy "koncentrują się na przyczynie niezwiązanej z czynnikiem ludzkim w zakresie umyślnego działania".
>>> Zobacz, jak strażacy gasili centrum handlowe w Zabrzu
Choć do końca śledztwa brana pod uwagę będzie każda hipoteza, z monitoringu wynika, że na długo przed pożarem w rejonie spalonych później sklepów nikogo nie było. Szczegółową analizę materiałów z pogorzeliska przeprowadzą wkrótce policyjni technicy i powołany przez prokuraturę biegły z zakresu pożarnictwa. Pierwsze hipotezy pojawią się najprawdopodobniej za kilka dni.
Centrum spaliło sie w nocy z czwartku na piątek. Strażacy ustalili, że po wykryciu pożaru przez odpowiedni system, właściwie zadziałały samoczynna instalacja gaśnicza oraz kurtyny przeciwpożarowe. Kurtyny, które odcięły pożar od pozostałej części obiektu, najpewniej zapobiegły spaleniu całego centrum. Strażacy zastanawiają się natomiast, dlaczego pożar rozwinął się tak szybko, że sprawnie działająca instalacja tryskaczowa nie była w stanie go ugasić.
Rzecznik grupy Metro poinformował o uzyskaniu odpowiednich pozwoleń i zapowiedział, że w niedzielę wszystkie sklepy w zachowanej części M1 zostaną ponownie otwarte dla klientów. Ogień zniszczył około jednej piątej powierzchni centrum. Całkowicie spłonęły dwa z 90 tamtejszych sklepów - Praktiker i Jysk. Kolejne w objętej pożarem części zostały zadymione, niektóre z nich - częściowo zalane.