Na okładce "Hustlera" zapowiedziano wywiad z ikoną poezji śpiewanej, aktorką i reżyserką o wdzięcznym tytule . To dość szokujące zestawienie, bowiem jest to jedyna ambitna treść w całym prawie stustronicowym magazynie. w wyuzdanych pozach.
", ale na szczęście mam duży dystans do siebie" - mówi w rozmowie z DZIENNIKIEM Magda Umer. Jak to się stało, że wywiad z nią trafił do świerszczyka dla panów? "Kilka miesięcy temu, poprzez moją stronę internetową, odezwał się do mnie młody człowiek. Poprosił o rozmowę, chciał też wybrać się na moje przedstawienie. Załatwiłam mu bilety do Ateneum" - opowiada. Do teatru dziennikarz przyszedł z mamą, a po spektaklu spotkał się w bufecie z aktorką. Ta udzieliła mu wywiadu.
"Naprawdę bardzo miły, inteligentny, młody człowiek. Mówił, że chce tę rozmowę umieścić na jakiejś swojej stronie internetowej o ambitnej treści. Wywiad autoryzował i do tej pory nie wiedziałam, że został opublikowany w takim magazynie, ja nawet nie znałam tego tytułu. " - mówi Umer.
Aktorka nie zamierza jednak interweniować w tej sprawie w wydawnictwie. "Nie chcę rozpętać burzy, to w niczym nie pomoże. Nawet na swój sposób żal mi tego chłopaka, może on bardzo potrzebował pieniędzy? Przecież mógł się do mnie zwrócić, jakoś bym mu pomogła" - deklaruje artystka.
Postanowiliśmy jednak zapytać redaktora naczelnego "Hustlera", czy to typowe praktyki w jego miesięczniku. "Nie miałem podstaw nie wierzyć mojemu współpracownikowi, gdy dał mi autoryzowany przez jego bohaterkę wywiad. Uznałem, że poinformował panią Umer, jakie pismo reprezentuje. Ja ze swojej strony oczywiście " - mówi Tomasz Borowiecki.
Redakcja zapowiada także zerwanie współpracy z autorem wywiadu Patrykiem Grząbką. Nie udało nam się z nim skontaktować.