"Cięcia nagród zostaną przeprowadzone na zasadzie: im wyższe stanowisko, tym większa obniżka. Wiceprezydenci, burmistrzowie i dyrektorzy biur dostaną premie niższe o kilkadziesiąt procent" - informuje Tomasz Andryszczyk, rzecznik ratusza. Ile konkretnie, nie chciał powiedzieć. Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie,
Hanna Gronkiewicz-Waltz łagodniej potraktowała szeregowych urzędników. W ich przypadku redukcje będą symboliczne. "Pani prezydent stwierdziła, że nie będzie budować wizerunku oszczędnego ratusza kosztem zwykłych pracowników. Oni też mają kredyty i rodziny na utrzymaniu" - mówi Andryszczyk.
>>>Gronkiewicz-Waltz stawia się Schetynie
Takie argumenty nie przekonują opozycji. "To gest pod publiczkę, żeby zadowolić media, a nie realne cięcia. Premie w dalszym ciągu są zbyt duże" - twierdzi radny PiS Maciej Maciejowski.
Jakie kwoty wpłynęły na konta urzędników, będzie jasne dopiero w połowie kwietnia, gdy ratusz przeleje pieniądze. Na razie biuro kadr i szkoleń dopiero oblicza wysokość nagród. Z naszych informacji wynika, że .
Decyzja prezydent Warszawy to efekt krytyki, jaka spadła na jej głowę, po tym jak wyszło na jaw, że mimo kryzysu ratusz przyznał nagrody kwartalne dla urzędników.
Hannę Gronkiewicz-Waltz skrytykowali nie tylko politycy PiS. Upomniał ją nawet premier Donald Tusk, który apelował o większą powściągliwość w wydawaniu publicznych pieniędzy. Swoją partyjną koleżankę skarcił również szef MSWiA, a zarazem sekretarz generalny PO Grzegorz Schetyna, który stwierdził w radiowej "Jedynce", że .
Prezydent stolicy początkowo była nieugięta. Tłumaczyła, że urzędnicy i tak dostaną o . Jednak gdy fala krytyki zaczęła narastać, Gronkiewicz-Waltz skapitulowała.
Zamieszanie z pieniędzmi dla urzędników na tym się jednak nie skończy. Prawdziwa rewolucja czeka ich w połowie roku, gdy - wysokość pensji i premii ma być uzależniona od umiejętności, a nie zajmowanego stanowiska.
Określeniem wartości urzędników ma się zająć firma konsultingowa. Ratusz właśnie jej szuka.