"Na początku pożar gasiły dwie jednostki i siedmiu strażaków, z czasem z okolic dojechało dziewiętnaście kolejnych, . Doszły mnie informacje, że . Czy rzeczywiście tak było? To wyjaśni policja i specjalnie powołana do tego komisja" - mówi DZIENNIKOWI Paweł Frątczak, rzecznik komendanta głównego straży pożarnej.
Osoby, które same uratowały się z pożaru, . "W pokoju były trzy osoby, między innymi moja siostra. Ja mówię: zostaw człowieku rower, tam są ludzie" - mówi reporterowi radia mężczyzna, którego siostra zginęła w płomieniach.
"Mojej siostrze mogli życie uratować, a ja nie mogłem nic zrobić. " - opowiada. "Sam osobiście wywaliłem drzwi, a . Strażak, który ma obowiązek ludziom życie ratować. To ja, zwykły cywil, wiedziałem, co zrobić, a oni latali wokoło hotelu i nie wiedzieli, co zrobić" - twierdzi mężczyzna.
>>> Spłonął budynek socjalny. 21 osób nie żyje
"Byłem patrzeć osobiście, . Jak my przyjechaliśmy troszeczkę później, to już się paliło" - przyznaje jeden ze strażaków.
To niejedyne wątpliwości. Świadkowie tragedii pytają, . Zarzuty odpiera w rozmowie z DZIENNIKIEM starszy kapitan Daniel Kowaliński, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Kamieniu Pomorskim. "Wszystko rejestruje komputer. " - twierdzi.
Zdaniem Kowalińskiego zarzuty o tchórzostwo to bezpodstawne oskarżenia. "Po otwarciu drzwi na korytarz była " - mówi. "Tam były takie warunki, że " - dodaje.
Strażak dodaje, że kilka osób więcej mogłoby się uratować więcej, gdyby wyskoczyły z balkonów i okien. "Ale u wielu zadziałał instynkt samozachowawczy, " - mówi Daniel Kowaliński.