Elżbieta Rozbicka od trzech lata mieszka w małej oborze razem ze zwierzętami. Jej materac leży na brudnej słomie, tuż obok jedzenia dla świń. Takie zesłanie zafundował jej mąż za donos na policję, że ją bije. "Dla mnie to wielki szok. Ludzie pierwotni żyli w lepszych warunkach" - opowiada telewizji TVN Warszawa, która nagłośniła sprawę, wstrząśnięty Mateusz Janda ze straży dla zwierząt.

>>> Pół wieku więził żonę. Z zazdrości

Mąż pani Rozbickiej nie widzi problemu i perfidnie przyznaje, że w oborze kobiecie żyje się lepiej niż w domu. Faktycznie mieszkanie wygląda niewiele lepiej. Na podłodze znaleziono martwe od kilku dni pisklęta, chodzi się po rozrzuconej słomie, wśród resztek jedzenia.

>>> Więzili córkę przez 18 lat, by ją ukarać

Kobietę utrzymuje z 400-złotowej renty jej 23-letni syn. O ile uda mu się przekazać jedzenie pod nieobecność ojca.

Jak twierdzi TVN Warszawa, o całej sytuacji wiedzieli sąsiedzi i władze gminy Strachówka. Jej wójt Kazimierz Łapka stwierdził, że skoro kobieta ma dochody, nie przysługuje jej pomoc społeczna.

Straż dla zwierząt chce pomóc kobiecie, która nie ma absolutnie nic, nawet własnego ręcznika. W fatalnym stanie są również zwierzęta znajdujące się w gospodarstwie - 15 koni, 22 świnie, krowy i kury są niedożywione i chore. Straż tłumaczy, że sama nie ma środków na taką pomoc.

Dlatego apeluje o wpłaty pieniędzy na konto:
Straż dla Zwierząt w Polsce
49 1090 1753 0000 0001 0624 8937
z dopiskiem POMAGAM