Gwiazdka kiczu zdradziła swoje plany "Kurierowi Lubelskiemu". A są one zaskakujące.

Jola Rutowicz nie garnie się do polityki, ale jest pewna, że gdyby chciała, z łatwością wygrałaby w wyborach do europarlamentu. ”Daję stówę i mojego jednorożca, że wygrałabym ze względu na to, że jestem osobą popularną. Ale teraz mam inne plany, więc po co wchodzić między wrony i krakać tak jak one? To oni są od tego, a i tak nie robią nic dobrego” - twierdzi.

Narzeka na polską politykę i polityków, a jako przykład podaje Anglię. Tam - według niej - życie publiczne wygląda zupełnie inaczej.

Są dwie różnice. Po pierwsze, tam mają królową, czyli taką osobę, jak ja. Po drugie, mają najdoskonalszy akryl, po prostu tips się nie złamie. Tego w naszym kraju brakuje. A jeśli chodzi o politykę, to w UK państwo ceni i szanuje swojego obywatela, a u nas jest wręcz
przeciwnie” - stawia przenikliwą diagnozę.

Nic więc dziwnego, że wzorców szuka poza Polską, a idola znalazla daleko, bo za oceanem. "Obama mi się potwornie podoba... Jestem w nim zakochana strasznie. Oglądałam zaprzysiężenie, cały dzień z głowy! Mam wszystkie jego zdjęcia na pulpicie skopiowane i zamierzam go odbić żonie" - zapowiada.

I nie tylko uczucie przyciąga ją do Obamy, także jego charyzma. Takiej charyzmy brakuje polskim politykom i Jola Rutowicz idzie im na odsiecz. ”Zamierzam otworzyć szkołę, jak być Jolantą Rutowicz. Każdy polityk będzie chciał się tam znaleźć, więc pewnie będzie konkurencja. Niech się panowie szykują, zeszyciki sobie kupią” - radzi.

Na szczęście do pracy pedagogicznej nie podchodzi sztampowo. Każdego ucznia potraktuje indywidualnie. ”Niestety, nie ma przepisu na to, jak się wykreować, to dzieje się samo, z tym trzeba się urodzić! Taka lwica jak ja na przykład. Poza tym nie chciałabym, żeby w Sejmie były same podróbki Joli Rutowicz” - tłumaczy następczyni Piotra Tymochowicza.

Może to i dobrze...