Najważniejszy powód takiego oblężenia jest czysto praktyczny: to była jedyna okazja, by otrzymać bezpłatną poradę. Normalnie za wizytę u seksuologa trzeba słono zapłacić, bo NFZ jej nie refunduje. Na dodatek w Polsce jest zaledwie 50 lekarzy tej specjalności, więc w kolejkach do nich czeka się miesiącami. Podobnie było w Warszawie, we Wrocławiu i Katowicach.
Ale - jak zgodnie podkreślają specjaliści - przychodnia na kółkach kusiła mężczyzn przede wszystkim anonimowością. Rzeczywiście, na biało-czarnej ciężarówce nie było ani słowa o zdrowiu seksualnym, a jedynie enigmatyczny napis "Zdrowie w ruchu" i zdjęcie przytulającej się pod kołdrą pary.
>>>Polski seks jest pełen hipokryzji
Seksuolog Ryszard Smoliński, który przyjmował pacjentów we Wrocławiu, podkreśla, że żaden z mężczyzn nie był nigdy wcześniej u specjalisty. - tłumaczy Smoliński. Rzeczywiście, z dostępnych szacunków wynika, że zaburzenia erekcji mogą dotyczyć 1,5 mln mężczyzn powyżej 50. roku życia. Do specjalisty trafia zaledwie co dziesiąty.
Pierwszy odważny miał 27 lat. "Miałem kilka pytań, które mnie nurtowały, wreszcie mogłem je zadać lekarzowi" - tłumaczy po wyjściu. 51-letni Andrzej usłyszał o akcji w radiu. "Normalnie do gabinetu to jakoś tak trudno się wybrać. A tu i za darmo, i anonimowo" - mówi zadowolony. Do seksuologa wchodzi też małżeństwo przed czterdziestką. "Ta przychodnia to jak zrządzenie losu. Mamy pewien kłopot i zastanawialiśmy się, co z tym zrobić" - mówi kobieta. Oboje przyznają, że nie jest łatwo rozmawiać o "tych" rzeczach.
"Gdybym czekał, aż pacjent sam powie, o co chodzi, musiałbym najpierw wysłuchać kilkunastu historii obok tematu, a dopiero na koniec mężczyzna wydukałby, że ma problem z erekcją" - mówi Smoliński.
"Zaledwie 30 proc. polskich par rozmawia o problemach związanych z życiem seksualnym, gdy takie pojawią się w ich związku" - mówi. Winą za to obarcza brak edukacji seksualnej w okresie dojrzewania. "To powoduje, że nie umiemy się otworzyć" - dodaje.