Na szczęście dzieci szybko wyprowadzono z hali. Najmłodsze z nich miało półtora roku. Jego matka w rozmowie z dziennikarzem tłumaczyła, że nie spodziewała się rozpylenia gazu. "Myślałam, że jest inne prawo" - mówiła.

Reklama

>>> "Kupcy mieli w boksach maczugi i kamienie"

Dziennikarz jednak dopytywał, czy nie uważa ona swojej decyzji za nieodpowiedzialną. "Walczę o to, żeby utrzymać to dziecko, żeby miało co jeść, gdzie spać. A nie żeby się tułało od ulicy do ulicy" - tłumaczyła kobieta. I skarżyła się, że nikt nie chciał jej pomóc. "Stałam przed dwoma kamerami, przed dziesiątkami ludzi i prosiłam, żeby ktoś mnie wpuścił" - relacjonowała.

Po co chłopczyk został zabrany do hali, wyjaśnił mężczyzna, prawdopodobnie jego ojciec: "Miał pokazać ludziom, którzy mają sumienie, żeby nie puszczali tego gazu".

>>> Dziesiątki rannych po bitwie pod KDT

Jak podały "Wydarzenia" Polsatu, na przyjście do hali i bronienie miejsc pracy zdecydowały się także kobiety w ciąży.