Dziennik Gazeta Prawana logo

Po co kupcy zabrali dzieci do KDT

21 lipca 2009, 23:27
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
Po co kupcy zabrali dzieci do KDT
Inne
Dlaczego w hali KDT, w której doszło do regularnej bitwy między kupcami a ochroniarzami i policjantami, były dzieci? Czy rodzice zabrali je ze sobą, bo nie mieli ich z kim zostawić? Czy chodziło o coś zupełnie innego? "Mój wnuczek! Ma półtora roku i broni miejsca pracy swej mamy" - krzyczała starsza kobieta, gdy ochrona po raz pierwszy użyła gazu.

Na szczęście dzieci szybko . Najmłodsze z nich miało . Jego matka w rozmowie z dziennikarzem tłumaczyła, że nie spodziewała się rozpylenia gazu. "Myślałam, że jest inne prawo" - mówiła.

>>> "Kupcy mieli w boksach maczugi i kamienie"

Dziennikarz jednak dopytywał, czy nie uważa ona swojej decyzji za nieodpowiedzialną. , żeby miało co jeść, gdzie spać. A nie żeby się tułało od ulicy do ulicy" - tłumaczyła kobieta. I skarżyła się, że nikt nie chciał jej pomóc. "Stałam przed dwoma kamerami, przed dziesiątkami ludzi i prosiłam, żeby ktoś mnie wpuścił" - relacjonowała.

Po co chłopczyk został zabrany do hali, wyjaśnił mężczyzna, prawdopodobnie jego ojciec:

>>> Dziesiątki rannych po bitwie pod KDT

Jak podały "Wydarzenia" Polsatu, na przyjście do hali i bronienie miejsc pracy zdecydowały się także .

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj