KRZYSZTOF STRZYŻEWSKI*: Nie. Cele są dobrze zabezpieczone i odpowiednio kontrolowane. Skazani zostali zakwalifikowani przez komisję penitencjarną jako tzw. więźniowie niebezpieczni. W związku
z tym przebywają w specjalnym pawilonie przeznaczonym tylko dla tego typu więźniów w pojedynczych celach.
U nas kącik sanitarny również jest monitorowany, tak jak cała cela.
Osadzony może częściowo przesłonić się zasłonką. Do tego funkcjonariusze zawsze kontaktują się z nimi w dwuosobowych zespołach. Strażnik zawsze wie, co robi więzień. Wszystkie sprzęty
są przytwierdzone do podłoża, tak aby nie można było nimi rzucać lub ich zniszczyć. W nieregularnych odstępach czasu do celi przez wizjer zagląda strażnik. Ma możliwość zobaczenia, co
każdy z nich robi. Poddaliśmy ich też konsultacjom psychologicznym.
Obaj korzystają z więziennego radiowęzła, który emituje programy radiowe. Domyślamy się, że po wysłuchaniu serwisów informacyjnych dowiedzieli się o śmierci Roberta Pazika, którego
przecież znali.
* podpułkownik Krzysztof Strzyżewski jest dyrektorem zakładu karnego w Barczewie