Wzruszenie, ogromna radość i oklaski - tak krótko można opisać to, co działo się wczoraj w miejscach, które odwiedził Ojciec Święty. Wszędzie witały go tłumy rozradowanych wiernych. Była niezwykła msza na pl. Piłsudskiego, nabożeństwo majowe na Jasnej Górze, a na końcu pozdrowienia z papieskiego okna w Krakowie.
Komentatorzy są zgodni - Benedykt XVI zdobył serca Polaków! "Nie oczekiwałem aż tak gorącego przyjęcia następcy Jana Pawła II" - mówił rzecznik Stolicy
Apostolskiej Joaquin Navarro-Valls. Tak było: w Warszawie wszędzie witały Ojca Świętego tłumy szczęśliwych wiernych. "Kochamy Cię Ojcze Święty! Benedetto! Dziękujemy!" - krzyczeli
spontanicznie i śpiewali ulubioną pieśń Jana Pawła II "Barkę".
A papież odwzajemniał te radosne uczucia. "Dziękuję" - odpowiadał ze wzruszeniem. I też bywał spontaniczny - podczas odpoczynku w warszawskiej rezydencji dwa razy pozdrowił z tarasu wiernych. Ale to, co zrobił na mszy na pl. Piłsudskiego w Warszawie, zadziwiło wszystkich, a najbardziej ochroniarzy - nieoczekiwanie papież wszedł w tłum wiernych i bez najmniejszego lęku pozdrawiał ich z radością.
Msza na pl. Piłsudskiego była wyjątkowa - zgromadziła 300 tys. osób. W czasie homilii Ojciec Święty przestrzegał przed uleganiem relatywizmowi i "pokusie subiektywnego i selektywnego interpretowania Pisma Świętego". Papież dziękował też za pontyfikat swojego poprzednika Jana Pawła II i zaapelował do Polaków, by trwali mocni w wierze.
Wspominając Jana Pawła II i kard. Stefana Wyszyńskiego mówił, że "Bóg połączył te dwie osoby nie tylko przez tę samą wiarę, ale również przez koleje życia, tak mocno związane z historią tego narodu i Kościoła, który w nim żyje".
Po godz. 17.00 śmigłowiec papieża wylądował w Częstochowie. Ojciec Święty odwiedził kolejne miejsce "śladami Jana Pawła II" - Jasną Górę. Tu spędził ponad dwie godziny. Modlił się przed cudownym Obrazem Matki Bożej i odprawił nabożeństwo majowe, w którym wzięło udział ponad 300 tys. wiernych. Rozradowani skandowali: "Kochamy Cię, Ojcze Święty". A gdy papież zaczął po polsku: "W imię Ojca i Syna" - aplauz sięgnął zenitu. Powtarzane przez wiernych imię papieża "Benedetto" słychać było daleko poza jasnogórskimi Wałami.
Na Jasnej Górze papież przekazał ojcom paulinom wyjątkowy dar - złotą różę, która miała być darem papieża Pawła VI z okazji tysiąclecia chrztu Polski w 1966 roku. Paweł VI nie dostał jednak zgody od władz komunistycznych na przyjazd do Polski. Jest to druga róża papieska na Jasnej Górze - pierwszą ofiarował w 1979 roku Jan Paweł II. Zakonnicy też przygotowali dla papieża prezent - kopię Jasnogórskiej Madonny.
Podczas nabożeństwa Benedykt XVI apelował do księży, by mądrość ewangeliczną nieśli w sposób dojrzały "w świat kultury i pracy, w świat mediów i polityki, w świat życia rodzinnego i społecznego". Papież przemówił też do zakonników, sióstr zakonnych i kleryków przygotowujących się do posługi kapłańskiej: "Wiara może zawsze doprowadzić nas na nowo do Boga, nawet, gdy wyrządza nam krzywdę nasz własny grzech" - mówił, a oni słuchali go w skupieniu.
Ok. godziny 20.30 śmigłowiec z papieżem na pokładzie wylądował w Krakowie. Wreszcie rozległ się dźwięk dzwonu Zygmunta był to znak dla tysięcy wiernych, czekających o rana, że Benedykt XVI przyjechał do Krakowa. Ojciec Święty wsiadł do pancernej limuzyny, którą jednak przy kościele Sióstr Norbertanek na Salwatorze zamienił na papamobile. Na Rynku, Plantach i w okolicach rezydencji papieża przy ul. Franciszkańskiej zebrało się ok. 20 tysięcy osób. Krakowskie kwiaciarki przygotowały dla papieża wyjątkowy bukiet w kolorach Watykanu, który tworzyły storczyki i żółte lilie.
Prawdziwa euforia wybuchła około godz. 21.44, gdy Ojciec Święty pojawił się w oknie papieskim w Pałacu Arcybiskupów i pozdrowił zebranych. Benedykt XVI podziękował wiernym po polsku za obecność i serdeczne przyjęcie. Słowa te przerwano okrzykami: "Dziękujemy, dziękujemy!". Gdy w oknie papieża zgasło światło, zgromadzeni krzyczeli: "Dobrej nocy!".
A papież odwzajemniał te radosne uczucia. "Dziękuję" - odpowiadał ze wzruszeniem. I też bywał spontaniczny - podczas odpoczynku w warszawskiej rezydencji dwa razy pozdrowił z tarasu wiernych. Ale to, co zrobił na mszy na pl. Piłsudskiego w Warszawie, zadziwiło wszystkich, a najbardziej ochroniarzy - nieoczekiwanie papież wszedł w tłum wiernych i bez najmniejszego lęku pozdrawiał ich z radością.
Msza na pl. Piłsudskiego była wyjątkowa - zgromadziła 300 tys. osób. W czasie homilii Ojciec Święty przestrzegał przed uleganiem relatywizmowi i "pokusie subiektywnego i selektywnego interpretowania Pisma Świętego". Papież dziękował też za pontyfikat swojego poprzednika Jana Pawła II i zaapelował do Polaków, by trwali mocni w wierze.
Wspominając Jana Pawła II i kard. Stefana Wyszyńskiego mówił, że "Bóg połączył te dwie osoby nie tylko przez tę samą wiarę, ale również przez koleje życia, tak mocno związane z historią tego narodu i Kościoła, który w nim żyje".
Po godz. 17.00 śmigłowiec papieża wylądował w Częstochowie. Ojciec Święty odwiedził kolejne miejsce "śladami Jana Pawła II" - Jasną Górę. Tu spędził ponad dwie godziny. Modlił się przed cudownym Obrazem Matki Bożej i odprawił nabożeństwo majowe, w którym wzięło udział ponad 300 tys. wiernych. Rozradowani skandowali: "Kochamy Cię, Ojcze Święty". A gdy papież zaczął po polsku: "W imię Ojca i Syna" - aplauz sięgnął zenitu. Powtarzane przez wiernych imię papieża "Benedetto" słychać było daleko poza jasnogórskimi Wałami.
Na Jasnej Górze papież przekazał ojcom paulinom wyjątkowy dar - złotą różę, która miała być darem papieża Pawła VI z okazji tysiąclecia chrztu Polski w 1966 roku. Paweł VI nie dostał jednak zgody od władz komunistycznych na przyjazd do Polski. Jest to druga róża papieska na Jasnej Górze - pierwszą ofiarował w 1979 roku Jan Paweł II. Zakonnicy też przygotowali dla papieża prezent - kopię Jasnogórskiej Madonny.
Podczas nabożeństwa Benedykt XVI apelował do księży, by mądrość ewangeliczną nieśli w sposób dojrzały "w świat kultury i pracy, w świat mediów i polityki, w świat życia rodzinnego i społecznego". Papież przemówił też do zakonników, sióstr zakonnych i kleryków przygotowujących się do posługi kapłańskiej: "Wiara może zawsze doprowadzić nas na nowo do Boga, nawet, gdy wyrządza nam krzywdę nasz własny grzech" - mówił, a oni słuchali go w skupieniu.
Ok. godziny 20.30 śmigłowiec z papieżem na pokładzie wylądował w Krakowie. Wreszcie rozległ się dźwięk dzwonu Zygmunta był to znak dla tysięcy wiernych, czekających o rana, że Benedykt XVI przyjechał do Krakowa. Ojciec Święty wsiadł do pancernej limuzyny, którą jednak przy kościele Sióstr Norbertanek na Salwatorze zamienił na papamobile. Na Rynku, Plantach i w okolicach rezydencji papieża przy ul. Franciszkańskiej zebrało się ok. 20 tysięcy osób. Krakowskie kwiaciarki przygotowały dla papieża wyjątkowy bukiet w kolorach Watykanu, który tworzyły storczyki i żółte lilie.
Prawdziwa euforia wybuchła około godz. 21.44, gdy Ojciec Święty pojawił się w oknie papieskim w Pałacu Arcybiskupów i pozdrowił zebranych. Benedykt XVI podziękował wiernym po polsku za obecność i serdeczne przyjęcie. Słowa te przerwano okrzykami: "Dziękujemy, dziękujemy!". Gdy w oknie papieża zgasło światło, zgromadzeni krzyczeli: "Dobrej nocy!".
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|