Wstrząsająca historia kobiety ze Szczecina. 32-latka dwa razy musiała przyjąć wiadomość o śmierci swojego malutkiego dziecka!
Kobieta była w szóstym miesiącu ciąży, gdy chwyciły ją skurcze porodowe. Po pogotowie zadzwoniła jej córka. "Mama urodziła" - usłyszeli lekarze, gdy stanęli w
drzwiach mieszkania. Lekarka stwierdziła, że noworodek jest martwy. Nie było tętna. Ratownicy zapakowali go w folię. W szpitalu płód znów został zbadany i tam stwierdzono, że...
żyje!
Reanimacja skończyła się sukcesem. Noworodek trafił na OIOM, tam jednak po sześciu dniach zmarł. U małej Paulinki doszło do wylewu krwi do mózgu.
Kto jest winny tej śmierci? Nie wiadomo. Sprawą zajęła się prokuratura.
Reanimacja skończyła się sukcesem. Noworodek trafił na OIOM, tam jednak po sześciu dniach zmarł. U małej Paulinki doszło do wylewu krwi do mózgu.
Kto jest winny tej śmierci? Nie wiadomo. Sprawą zajęła się prokuratura.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl