Strzelił pięć metrów od grupy 30 licealistów, którzy chowali się przed deszczem w szałasie. Jeden z chłopców został porażony. Padł w konwulsjach na ziemię. Nieprzytomny i w ciężkim stanie został przewieziony śmigłowcem do szpitala w Bielsku-Białej. Pozostałym członkom wycieczki na szczęście nic się nie stało. Są tylko przestraszeni i ogłuszeni piorunem.
Gwałtowny wiatr i burza zmusiły uczestników wycieczki na Węgierską Górkę do schowania się pod drewnianym dachem szałasu. "Piorun strzelił z taką mocą , że cztery osoby zostały powalone na ziemię. Jedna przez kilka sekund wiła się w konwulsjach. Prąd przeszedł na szczęście po ziemi, a nie trafił bezpośrednio w dzieci. Inaczej byłaby tragedia" - powiedział dziennikowi.pl ksiądz Zygmunt Mizia z beskidzkiego GOPR.
Lekarze zatrzymali porażonego chłopca w szpitalu. Jego życiu już nic nie grozi.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|