Gdyby nie on, łyska by nie przeżyła! Ale Kazimierz Marcinkiewicz długo się nie zastanawiał. Gdy przechodnie podbiegli do niego z rannym ptakiem, natychmiast wsiadł do samochodu i zawiózł zwierzę do warszawskiego zoo.
Były premier wychodził właśnie z wieczornego nagrania dla telewizji TVN24, gdy dostał zadanie uratowania potrąconej łyski - ptaka z rodziny żurawi. Przechodnie poprosili go o pomoc w uratowaniu przejechanego przez samochód zwierzaka. Premier się nie zastanawiał - szybko zawiózł rannego do weterynarzy w zoo.
Dziennik.pl dowiedział się w ogrodzie zoologicznym, że ptak jest bardzo młody i wyczerpany. Na szczęście obrażenia po spotkaniu z samochodem nie są groźne. Szybko nabiera sił.
Lekarze na razie nie poznali płci ptaka. Ale nawet jak już będzie to wiadome, to pracownicy zoo nie chcą nadawać jej lub jemu imienia. Żeby nie było im przykro, kiedy wypuszczą łyskę na
wolność...
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|