Dziennik Gazeta Prawana logo

Wywieźli uran z Polski, żeby nie wpadł w ręce terrorystów

13 października 2007, 16:51
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
Spektakularna akcja oddziałów specjalnych i policji. Uzbrojeni po zęby antyterroryści pod osłoną nocy przewieźli 40 kilogramów śmiercionośnego uranu na Okęcie, skąd poleciał do Rosji. Wszystko po to, żeby nie wpadł w ręce terrorystów. Z uranu dałoby się zrobić bombę o sile tej, która zrównała z ziemią Hiroszimę.

Akcja zaczęła się nocą w zupełnej tajemnicy. Antyterroryści osłaniali policyjne wozy i ciężarówki, które zabrały zabójczy pierwiastek z Instytutu Energii Atomowej w Świerku pod Warszawą. 35 prętów zapakowano w długie aluminiowe kolby, które zapewniły stuprocentową ochronę przed groźną radioaktywnością.

Na Okęcie przyleciał wojskowy samolot z Rosji, który zabrał niebezpieczny ładunek do Dimitrogradu w Rosji. Tam w tajnym ośrodku Rosjanie rozcieńczą uran, żeby nie dało się go użyć do budowy bomby.

Za operację zapłacili Amerykanie. To część programu Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej wywożenia uranu z Europy Środkowej do Rosji. Wszystko z powodu strachu przed terrorystami, którzy chcą zdobyć zabójczy pierwiastek, żeby zbudować bombę.

20 lat temu uran dali nam Rosjanie. Miał być paliwem dla reaktora Maria, który służy celom naukowym.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj