Dziennik Gazeta Prawana logo

Wykrywacz kłamstw da się oszukać

12 października 2007, 11:30
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Już od września policjanci będą badani na wykrywaczu kłamstw. Na pierwszy ogień pójdą oficerowie Centralnego Biura Śledczego i Biura Spraw Wewnętrznych. Problem w tym, że maszynę da się oszukać.

Aldrich Ames, szef kontrwywiadu CIA, przez 10 lat szpiegował dla KGB. Wydał Rosjanom na śmierć 30 osób współpracujących z Centralną Agencją Wywiadowczą, w tym Olega Gordijewskiego, najcenniejszego agenta sowieckiego kiedykolwiek zwerbowanego przez zachodnie służby specjalnie. W tym czasie wielokrotnie był badany na wykrywaczu kłamstw. Zawsze udawało mu się oszukać maszynę.

Wariograf jest urządzeniem elektronicznym wielkości kartki A4. Podpina się go do komputera. W trakcie przesłuchania badany ma przypięte do rożnych części ciała elektrody. Na zadane pytania odpowiada tylko "tak" lub "nie". Maszyna rejestruje najdrobniejsze zmiany oddechu, ciśnienia krwi i wilgotności skóry. Dane te są wykreślane na monitorze komputera. Podczas badania mogą być pokazywane zdjęcia osób i przedmiotów związanych ze śledztwem. Może być również stosowany tzw. test niemych pytań. Osoba poddawana takiemu badaniu nie udziela odpowiedzi, lecz wariograf rejestruje emocje. Operacja trwa 2-3 godziny, wcześniej kontrolujący odbywa długą rozmowę z podejrzanym, żeby napisać pytania testowe.

Z wykresu specjalnie przeszkolony technik potrafi odczytać, kiedy przesłuchiwany łże. Jednak nie zawsze. Wbrew obiegowemu powiedzeniu, że na złodzieju czapka gore, także osoba niewinna może być tak poruszona samym faktem badania, że przepadnie na badaniu wariograficznym. Maszyna zgłupieje również, jeśli odpowiadający na pytania jest chory na nadciśnienie, astmę czy przeszedł zawał serca. Nawet zwykły katar czy ból zęba sfałszuje wyniki badania.

"Maszynę da się oszukać i to za każdym razem. Trzeba jednak dokładnie kontrolować swoje odruchy i pracę serca. Dlatego wybranych kandydatów na szpiegów uczy się tych technik. Swego czasu osławionym miejscem, w którym można było nabrać tego rodzaju umiejętności, była szkoła wywiadu w Kiejkutach. Bardzo przydatne są tu umiejętności kontrolowania organizmu nabyte przy ćwiczeniach jogi. Chodzi o głównie o specyficzny sposób oddychania" - opowiada jeden z byłych pracowników wywiadu, prosząc o zachowanie anonimowości.

Jego zdaniem trzeba cały czas kontrolować odpowiedzi na pytania i za każdym razem w tym samym momencie zakłócać pracę kontrolek za pomocą odpowiedniego napinania mięśni, jednak trzeba to robić tak, żeby nie był tego w stanie zobaczyć przesłuchujący.

W Polsce są tylko cztery miejsca, w których bada się kandydatów do służb specjalnych: Warszawa, Łódź, Katowice i Białystok. Uprawnienia do przesłuchiwania ma zaledwie sześć osób.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj