To urządzenie powinno już dawno stanąć w muzeum, a nie w Białostockim Centrum Onkologii. A tym wciąż leczono cierpiące na raka pacjentki. W końcu awaria skończyła się tragicznie - pięć kobiet po naświetlaniu wylądowało w szpitalu z ciężkimi poparzeniami.

Okazało się, że żaden wskaźnik urządzenia nie pokazał awarii. W tej sytuacji ani fizyk, ani lekarka, nie wiedzieli, jak skończy się naświetlanie. Dlatego sąd w drugim procesie uniewinnił oboje.

Prokurator, który domagał się dla nich kary grzywny, nie wie jeszcze, czy będzie składał wniosek o kolejny proces.