Katarzyna Bartman: Podjął się ksiądz pełnić w procesie beatyfikacyjnym Jana Pawła II funkcję rzecznika sprawiedliwości. Nazywają go też adwokatem diabła. Nie bał się ksiądz wziąć na siebie takiego ciężaru?
Ks. Piotr Majer: W pierwszej chwili, kiedy ksiądz kardynał Dziwisz powołał mnie do pracy w trybunale rogatoryjnym w Krakowie, poczułem się bardzo dumny i wyróżniony, że mogę uczestniczyć w wydarzeniu historycznym budzącym ogromne zainteresowanie wszystkich, w procesie beatyfikacyjnym tak wielkiego człowieka. Oczywiście, zdawałem też sobie sprawę, że spadła na mnie duża odpowiedzialność. Tym bardziej że pierwszy raz w życiu miałem występować w roli rzecznika sprawiedliwości. Skłamałbym, gdybym powiedział, że się nie bałem. W żadnym momencie nie traktowałem jednak tego zadania jak ciężaru.
Ale to musiał być ciężar. Przecież musiał ksiądz wyszukiwać przeszkody do beatyfikacji, wytykać wady świętemu człowiekowi...
Pani się myli. Moja praca wcale na tym nie polegała. To fakt, że do rzecznika sprawiedliwości niesprawiedliwie przylgnęła etykieta, że jest on adwokatem diabła, który wyszukuje słabe strony procesu, przeszkadza postulatorom. Na początku procesu właśnie tak próbowano mnie przedstawiać. Ludzie pytali mnie, jak mogę w ogóle wynajdywać jakieś słabości u Ojca Świętego. Mówili to poważnie! Tymczasem moje zadanie to czuwać nad przebiegiem i poprawnością procesu. Dbać o to, by wszystkie formalne wymogi zostały spełnione, tak aby w przyszłości nikt nie mógł zarzucić nam, że czegoś nie dopilnowaliśmy, że proces był prowadzony niestarannie, w pośpiechu... A przecież to sam Jan Paweł II ustanowił prawo, które dziś reguluje przebieg procesu beatyfikacyjnego. Stałem więc na straży wiernego wypełnienia jego woli. W konsekwencji stałem się jego obrońcą, a nie przeciwnikiem. Jak mógłbym mu się sprzeciwić?!
Jak radził sobie ksiądz w trudnych chwilach tego procesu? Przesłuchaliście ponad 100 świadków. Na pewno zdarzały się też zaskakujące informacje...
Składałem przysięgę i nie mogę z nikim dzielić się swoimi odczuciami czy emocjami na temat procesu. Powiem tylko, że wielokrotnie szukałem pomocy bdquo;u góry”.
Modlił się ksiądz w takich chwilach do Jana Pawła II o wsparcie?
Ojciec Święty nie może przed beatyfikacją odbierać kultu publicznego, to znaczy, że nie możemy np. budować kaplic czy kościołów pod jego wezwaniem lub wymieniać jego imienia w Litanii do Wszystkich Świętych. Ale w prywatnych modlitwach jak najbardziej można prosić o pomoc Sługę Bożego w rozmaitych sprawach. Zresztą bez tego nie mógłby się rozpocząć żaden proces kanonizacyjny, bo to jest wyraźny przejaw kultu i opinii świętości. Wiem, że liczne osoby przypisują Ojcu Świętemu łaski. Mieszkam przy ul. Franciszkańskiej 3 i codziennie rano odprawiam mszę w kaplicy, w której Jan Paweł II przyjął w 1946 r. święcenia kapłańskie. My tu w Krakowie wszyscy prosimy Boga o jego rychłą kanonizację.
Ks. dr Piotr Majer był rzecznikiem sprawiedliwości w procesie beatyfikacyjnym Jana Pawła II. Jest doktorem prawa kanonicznego, wykładowcą Papieskiej Akademii Teologicznej. Pracuje w kurii krakowskiej.
Zadaje trudne pytania świadkom i biegłym w procesie beatyfikacyjnym. Wynajduje przyczyny, dla których kandydat na świętego nie może być wyniesiony na ołtarze. To zadanie ks. Piotra Majera, adwokata diabła w procesie beatyfikacyjnym Jana Pawła II. W DZIENNIKU opowiada, dlaczego zgodził się podważać dowody świętości Papieża-Polaka.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Reklama
Reklama
Reklama