Setki kamer i czujników termowizyjnych. Wszystkie budynki pełne elektroniki, komputerów - nie prześlizgnie się nawet mysz. Najpilniej strzeżona jest strefa na obrzeżach lotniska, pełna potężnych hangarów, a dokładnie betonowo-stalowych schronów dla samolotów, przypominających pancerze żółwi. Wejść tam można jedynie z wojskową obstawą. Strefę otacza podwójne ogrodzenie, zwieńczone drutem kolczastym. Teren omiatają też kamery, które widzą w dzień i w nocy.
"To szczególne hangary. W sytuacjach nadzwyczajnych specjalna wciągarka ładuje samoloty do środka" - mówi DZIENNIKOWI Jerzy Szewczak, odpowiedzialny za budowę infrastruktury w Krzesinach. Z tyłu są specjalne komory przypominające skrzydła nietoperza. To urządzenia wydmuchujące spaliny na zewnątrz. Dzięki temu samolot może niemal bezpośrednio ze schronu wystartować.
Do napraw i przeglądów technicznych zmodernizowano stary poniemiecki blaszany hangar z 1941 r. Wylano go gładzią z epoksydu i żywicy, aby łatwiej było go utrzymać w czystości. Myśliwce F-16 są bardzo czułe. Wloty powietrza do silników znajdują się pod kadłubem, jeśli zostanie zassany nawet mały kamyk, awaria gotowa. To dlatego na drogach do kołowania zamontowane są tzw. wytrząsarki, czyli urządzenia zbierające piach z kół samochodów. Obsługa regularnie czyści płytę lotniska specjalnymi samochodami-odkurzaczami.
Ciekawostką jest olbrzymia amerykańska przepompownia piany. Kanały od niej wiodą do wszystkich hangarów. Gdyby w którymś wybuchł pożar, potężne pompy zaleją hangary pianią. Po sufit.
Pierwsze dwa F-16 przylecą do Polski 9 listopada. Wszystkich będziemy mieli 48, z tego w Krzesinach stacjonować będą aż 32.