Żona Mazura i jej spółka Polma niby chce wybudować muzeum, a naprawdę przejmie za bezcen osiem hektarów przy Dworcu Głównym w centrum Warszawy. Spółka przeniesie stare muzeum na warszawską Pragę. Tam stanęły już baraki. Wycięto drzewa, przygotowano tor dla eksponatów. Zarząd Polmy twierdzi, że wydał na to prawie 3 miliony złotych. Ale stare lokomotywy nie zdążyły wyjechać ze stołecznego Centrum na Pragę, bo sprawą zainteresowali się prokurator i komornik. Budowę wstrzymano.
"Przypuszczam, że Polma działała metodą faktów dokonanych: wybudujemy muzeum, to przecież nikt go nie wyburzy" - mówi DZIENNIKOWI mec. Jarosław Kołkowski reprezentujący PKP. Efekt? Bocznicy na Pradze strzegą teraz kłódki i napisy: "Teren PKP. Wstęp wzbroniony pod groźbą kary administracyjnej".
Wszystko dlatego, że Polma najpierw chciała przenieść Muzeum Kolejnictwa, a potem wyburzyć budynki po Dworcu Głównym i wybudować tam centrum handlowo-rozrywkowe z multikinem i domami towarowymi, wieżowcem z obrotową restauracją i placem pod szklaną kopułą. Zyski mogły być niebotyczne, bo w 2001 r. PKP obiecała sprzedać Polmie swoje grunty w centrum Warszawy za 64 mln zł, to jest po cenie kilka razy niższej od rynkowej. Nie zgodził się na to minister infrastruktury Marek Pol (UP), ale jego następca Krzysztof Opawski (SLD) zgodę wydał. Polmie brakowało tylko wyprowadzenia stamtąd Muzeum Kolejnictwa. Znaleziono teren - zapomnianą bocznicę PKP na Pradze.
PKP twierdzi, że to nie nazwisko Mazur odstrasza ich od wspólnych przedsięwzięć z Polmą, lecz niepewna kondycja spółki. Komornik zajął jej wszystkie konta. Jak się nieoficjalnie dowiedział DZIENNIK, było na nich tylko kilkadziesiąt tysięcy złotych.