Niewielki samolot, a za sterami polski lekarz. Ale za to z wielkimi planami. Bo Wojciech Mirski, od 27 lat mieszkający w Szwajcarii, spełnił wreszcie marzenie życia i wyruszył w podróż dookoła świata. A za środek lokomocji wybrał sobie mały samolot Piper.
Polak starannie przygotował się do podróży. Sprzęt, mapy i pieniądze gromadził przez dwa lata. Wyprawę podzielił na trzy etapy i na razie skupia się na pierwszej
części. W półtora miesiąca chce dotrzeć do Kenii - tak, żeby jeszcze zdążyć przed Bożym Narodzeniem. A cała wyprawa ma się skończyć w maju przyszłego roku.
Trasa nie jest łatwa. Bo wiedzie nad krajami, w których często nie jest ani bezpiecznie, ani przyjaźnie. I nie wiadomo, czy podróżnik będzie mógł wylądować zawsze, kiedy będzie tego potrzebował.
Ale pan Wojciech liczy na pomoc pracujących w Afryce polskich dyplomatów. I na swój sprzęt. A jest go trochę: wykrywacz burz, autopilot, system nawigacji satelitarnej i telefon satelitarny.
Życzymy powodzenia!
Trasa nie jest łatwa. Bo wiedzie nad krajami, w których często nie jest ani bezpiecznie, ani przyjaźnie. I nie wiadomo, czy podróżnik będzie mógł wylądować zawsze, kiedy będzie tego potrzebował.
Ale pan Wojciech liczy na pomoc pracujących w Afryce polskich dyplomatów. I na swój sprzęt. A jest go trochę: wykrywacz burz, autopilot, system nawigacji satelitarnej i telefon satelitarny.
Życzymy powodzenia!
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl