Chciała wyjechać z parkingu przed Sądem Apelacyjnym w Białymstoku. Ale zamiast powoli i ostrożnie, jej toyota wyrwała z miejsca z piskiem opon, zatoczyła łuk przez całą jezdnię, przejechała po trawniku, ścięła znak drogowy i wpadła na chodnik, którym akurat szła Irena G. Zaskoczona kobieta nawet nie zdążyła uskoczyć! Siła uderzenia odrzuciła ją o kilka metrów. Z krwiakiem na głowie i poważnymi obrażeniami narządów wewnętrznych wylądowała w szpitalu.
W błędzie jest ten, kto myśli, że w tym momencie Danuta B. się zatrzymała. Nic podobnego. Pojechała dalej. Jej toyota popędziła w górę po schodach prowadzących do sądu, by chwilę później rąbnąć w ścianę i drzwi budynku. Auto odbiło się od przeszkody, zjechało ze schodów i dopiero wtedy się zatrzymało - pisze "Fakt".