"Niepokojące reakcje pacjentów po zażyciu corhydronu uznaliśmy za nietypowy objaw uboczny i przekazaliśmy tę informację krajowemu konsultantowi" - przypomina sobie w rozmowie z DZIENNIKIEM Leszek Borkowski, prezes Urzędu Rejestracji Leków. Ale informacja o zabójczym corhydronie utknęła gdzieś po drodze. I nie dotarła do ministra zdrowia.
"Mamy sygnały o zgonach kilku osób, które brały corhydron" - przyznaje teraz wstrząśnięty minister Zbigniew Religa. Prokuratura bada przypadki śmierci osób leczonych corhydronem. A sprawa nie jest prosta. Substancja, która zabijała, szybko ulatnia się z organizmu - pisze DZIENNIK.
Eksperci nie mają wątpliwości - podanie odczulającego corhydronu niezwykle rzadko kończy się wstrząsem i śmiercią pacjenta. Dlatego każdy przypadek śmierci po podaniu corhydronu jest mocno podejrzany. Bo - jak ujawnił kilka dni temu DZIENNIK - w ampułkach zamiast leku na alergię i astmę znajdowała się substancja zwiotczająca mięśnie. Pacjenci po takim fałszywym corhydronie dusili się.
Mnożą się zgłoszenia od osób, które po podaniu tego leku otarli się o śmierć. 10-latek i 49-letnia kobieta z Pruszcza Gdańskiego, mieszkanka Jejkowic na Śląsku, trzech pacjentów z Lubelskiego. Prokuratura sprawdza też, czy 50-latek z Pruszcza Gdańskiego zmarł właśnie po podaniu corhydronu. Pod koniec tygodnia poznamy wyniki badań zakładu medycyny sądowej.