"Mamy w tej chwili kryzys związany z corhydronem i zajmujemy się wyłącznie tym problemem. Do końca listopada lista powinna być rozesłana do konsultacji" – zapewnia w DZIENNIKU Paweł Trzciński, dyrektor biura prasowego resortu zdrowia. Nowa lista ma wejść w życie od nowego roku.
A jest na co czekać. Jak dowiedział się DZIENNIK, po raz pierwszy na liście znajdą się leki innowacyjne. Wiceminister Bolesław Piecha zapowiada, że będzie ich od razu aż 50. To nowość, bo na poprzednich listach takich leków nie było w ogóle. Wśród leków nowej generacji będą przede wszystkim specyfiki onkologiczne, kardiologiczne i neurologiczne, bo na te choroby umiera najwięcej ludzi.
Oprócz tego w nowym wykazie leków miało się znaleźć 500 leków generycznych, czyli tańszych zamienników leków oryginalnych. Ważne jest to, że wprowadzane generyki mają być tańsze niż te, które teraz są na liście. Według DZIENNIKA, nie udało się jednak wprowadzić na listę aż 500 generyków, ze względu na zbyt wysokie ceny proponowane przez producentów.
Wydatki NFZ na leki i tak z roku na rok lawinowo rosną. Już co czwarta złotówka z naszych składek zdrowotnych idzie właśnie na dopłatę do lekarstw. Do 7 miliardów ze składek trzeba jeszcze doliczyć opłaty pacjentów za leki częściowo refundowane i pieniądze na te lekarstwa, za które płacimy sami. W sumie wartość polskiego rynku leków szacuje się na 20-22 mld zł. O taką zatem kwotę walczą firmy farmaceutyczne - pisze DZIENNIK.
Korzystają przy tym z faktu, że w Polsce nie istnieje centralny system informacji o lekach. Nie stworzono bazy, która pozwoliłaby na przeprowadzenie analiz porównawczych między lekami i prześledzenie dystrybucji danego produktu. Można się o tym było przekonać, przy okazji afery związanej z Jelfą i corhydronem: w rejestrach figurowali bowiem tylko ci pacjenci, którym przysługiwała refundacja, czyli inwalidzi wojenni. Do wszystkich innych zagrożonych corhydronem, sztaby kryzysowe musiały docierać poprzez sprawdzanie recept realizowanych w każdej aptece.
"Polski rynek farmaceutyczny przypomina śmietnik, którego nikt nie kontroluje i którym sterują firmy farmaceutyczne, wydając kolosalne sumy na marketing" – przyznaje w rozmowie z DZIENNIKIEM jeden z lobbystów, pracujący dla krajowej firmy farmaceutycznej. "Dość powiedzieć, że refundacją i przygotowywaniem informacji o lekach np. we Francji zajmuje się stale osiemdziesięcioosobowy zespół fachowców przy resorcie zdrowia. W Polsce robi to dziewięć osób, dla których jest to dodatkowym obowiązkiem, wśród których jest tylko jeden farmakolog" - dodaje.