Dziennik Gazeta Prawana logo

Na listę tanich leków jeszcze poczekamy

12 października 2007, 14:18
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Zgodnie z zapowiedziami Ministerstwa Zdrowia dziś miała być przekazana do konsultacji nowa lista leków refundowanych z budżetu państwa. Spis nie wyszedł jednak z resortu, mimo że przygotowujący go zespół, kierowany przez wiceministra Bolesława Piechę, zakończył pracę już 7 listopada. Powód? Afera z corhydronem - pisze DZIENNIK.

"Mamy w tej chwili kryzys związany z corhydronem i zajmujemy się wyłącznie tym problemem. Do końca listopada lista powinna być rozesłana do konsultacji" zapewnia w DZIENNIKU Paweł Trzciński, dyrektor biura prasowego resortu zdrowia. Nowa lista ma wejść w życie od nowego roku.

A jest na co czekać. Jak dowiedział się DZIENNIK, po raz pierwszy na liście znajdą się leki innowacyjne. Wiceminister Bolesław Piecha zapowiada, że będzie ich od razu aż 50. To nowość, bo na poprzednich listach takich leków nie było w ogóle. Wśród leków nowej generacji będą przede wszystkim specyfiki onkologiczne, kardiologiczne i neurologiczne, bo na te choroby umiera najwięcej ludzi.

Oprócz tego w nowym wykazie leków miało się znaleźć 500 leków generycznych, czyli tańszych zamienników leków oryginalnych. Ważne jest to, że wprowadzane generyki mają być tańsze niż te, które teraz są na liście. Według DZIENNIKA, nie udało się jednak wprowadzić na listę aż 500 generyków, ze względu na zbyt wysokie ceny proponowane przez producentów.

Wydatki NFZ na leki i tak z roku na rok lawinowo rosną. Już co czwarta złotówka z naszych składek zdrowotnych idzie właśnie na dopłatę do lekarstw. Do 7 miliardów ze składek trzeba jeszcze doliczyć opłaty pacjentów za leki częściowo refundowane i pieniądze na te lekarstwa, za które płacimy sami. W sumie wartość polskiego rynku leków szacuje się na 20-22 mld zł. O taką zatem kwotę walczą firmy farmaceutyczne - pisze DZIENNIK.

Korzystają przy tym z faktu, że w Polsce nie istnieje centralny system informacji o lekach. Nie stworzono bazy, która pozwoliłaby na przeprowadzenie analiz porównawczych między lekami i prześledzenie dystrybucji danego produktu. Można się o tym było przekonać, przy okazji afery związanej z Jelfą i corhydronem: w rejestrach figurowali bowiem tylko ci pacjenci, którym przysługiwała refundacja, czyli inwalidzi wojenni. Do wszystkich innych zagrożonych corhydronem, sztaby kryzysowe musiały docierać poprzez sprawdzanie recept realizowanych w każdej aptece.

"Polski rynek farmaceutyczny przypomina śmietnik, którego nikt nie kontroluje i którym sterują firmy farmaceutyczne, wydając kolosalne sumy na marketing" przyznaje w rozmowie z DZIENNIKIEM jeden z lobbystów, pracujący dla krajowej firmy farmaceutycznej. "Dość powiedzieć, że refundacją i przygotowywaniem informacji o lekach np. we Francji zajmuje się stale osiemdziesięcioosobowy zespół fachowców przy resorcie zdrowia. W Polsce robi to dziewięć osób, dla których jest to dodatkowym obowiązkiem, wśród których jest tylko jeden farmakolog" - dodaje.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj