Dziennik Gazeta Prawana logo

Ratownicy szli po żywych

12 października 2007, 14:24
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Widzieli niejedną katastrofę, ale to, co zobaczyli w zniszczonym korytarzu, wstrząsnęło nimi do głębi. Już zawsze będą mieli przed oczyma osmalone, nadpalone i rozerwane szczątki swoich kolegów - górników. Relacje ratowników z "Halemby" przekazuje "Fakt".
"Były połamane, leżały wszędzie porozrzucane, a pomiędzy nimi ciała. Tam była makabra" - mówią ratownicy. Ci, którzy pracowali tam w czasie wybuchu, nie mieli żadnych szans, bo kto nie zginął od eksplozji i piekielnego ognia, ten się po prostu udusi. Górnicy nie mieli czym oddychać, bo wybuch wypalił całe powietrze.

"Baliśmy się! Oczywiście, że się baliśmy. Bo tylko głupek się nie boi" - mówi Erhard Nickel. Ten ratownik zjechał pod ziemię około trzeciej w nocy z środy na czwartek. Razem z innymi ratownikami pokonali najpierw gruzowisko, potem szli chodnikiem wzdłuż sztolni. "Pierwszy widok miejsca tragedii zmroził mi krew w żyłach" - opowiada ze łzami w oczach. "Szaro od pyłu, a pierwsza część ściany jakby wysadzona w powietrze, a w dalszej części chodnika porozrzucane przez podmuch osmalone szczątki górników. Trudno było ich rozpoznać. Pył przykrył wszystko. Dopiero, gdy trochę się to wszystko oczyści, będzie można kogoś rozpoznać. Tam, na dole, było to niemożliwe" - tłumaczy ratownik.

Na powierzchnię wyszedł około godziny 8 rano. Szary na twarzy, zmęczony, zatrwożony, jakby dużo starszy. "Nie udało się nikogo wynieść żywego, ale szliśmy tam w to piekło po żywych" mówi zasmucony ratownik. "Przeprowadzaliśmy akcję tak, jakby cały czas ktoś tam jeszcze żył. Tym razem Bóg tak nie chciał".

Pod ziemią w sumie było około dwustu osób. Ratownicy musieli chodzić w specjalnych kombinezonach tlenowych, maskach i okularach. Bo warunki akcji były ekstremalnie trudne. " Gorąco, wilgotno i pełno pyłu. Ciężko było zobaczyć cokolwiek, bo pył unosił się wszędzie. Do tego jeszcze zagrożenie kolejnym wybuchem" mówi Jan Jafernik, jeden z ratowników. Pracuje jako ratownik od 25 lat. " W tak mozolnej i trudnej akcji jeszcze nie uczestniczyłem" skwitował.

Wszystko przez to zabójcze stężenie metanu, które z niewiadomych przyczyn skakało z sekundy na sekundę. Było to śmiertelnym zagrożeniem dla ratowników. Ale to, co było dla nich tylko zagrożeniem, dla 23 ich kolegów zakończyło się śmiercią. Ratownicy załamani tym, co zastali na dole, mówią, że najciężej idzie się po kogoś, kogo się zna...
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj