Te informacje potwierdza Paweł Biedziak z Komendy Głównej Policji. "Zawieźli radiowozem do Siedlec jednego z dyrektorów MSWiA" - ujawnia w rozmowie z dziennikiem.pl. Nie powinni tego robić, bo pełnili służbę na komisariacie kolejowym i nie wolno im było wyjeżdżać poza miasto.
Dziennik.pl ustalił, że sierżant Tomasz Twardo i posterunkowa Justyna Zawadka pojechali do Siedlec na polecenie Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, odwożąc tam, niczym taksówkarze, ważnego urzędnika MSWiA. "Wobec winnych tego zaniedbania będą wyciągnięte surowe konsekwencje. Oddamy sprawę prokuraturze" - zapowiada komendant główny policji Marek Bieńkowski. Wyjaśnia, że policjanci, którzy zaginęli, mieli feralnej nocy patrolować nieoznakowanym autem okolice Dworca Centralnego w Warszawie.
Z Siedlec do Warszawy policjanci wracali już sami. Ostatni raz kontaktowali się około godz. 3 w nocy. Jechali zielonym polonezem o numerach rejestracyjnych WJ 09398.
"Ostatni sygnał o nich mamy ze stacji paliw Statoil w miejscowości Gręzów pod Siedlcami. Zarejestrowały ich tamtejsze kamery. Być może ktoś ich zauważył, być może ktoś za nim jechał" - mówi rzecznik komendanta stołecznego policji, podinsp. Mariusz Sokołowski.
Od tej pory z policjantami nie było żadnego kontaktu.