Dziennik Gazeta Prawana logo

To on wykorzystał policjantów jako taksówkarzy

12 października 2007, 14:32
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
To Tomasza Serafina, dyrektora w MSWiA, odwozili do Siedlec do domu zaginieni policjanci - potwierdziło informacje dziennika.pl ministerstwo. Komendanta komisariatu, który na to się zgodził, już odwołano. Wciąż jednak nie wiadomo, co stało się z dwójką funkcjonariuszy.

Według naszych informacji, Serafin osobiście zadzwonił po północy w nocy z piątku na sobotę na komisariat na warszawskim Dworcu Centralnym. Obecny dyrektor w MSWiA przed laty pracował w kolejowym komisariacie, a potem był zastępcą szefa wydziału prewencji Komendy Stołecznej Policji. Poprosił kolegów o przysługę, bo nie zdążył na pociąg do Siedlec, a następny pociąg miał być dopiero po godz. 3. W dodatku z przesiadką.

Komendant komisariatu kolejowego Waldemar Płoński, wbrew wszelkim procedurom, wyznaczył 33-letniego sierżanta Tomasza Twardo i 28-letnią starszą posterunkową Justynę Zawadkę, by odwieźli urzędnika do domu. Cała trójka w podróż do Siedlec pojechała nieoznakowanym, policyjnym polonezem. Policjanci zaginęli w drodze powrotnej do Warszawy.

"Urzędnik MSWiA spieszył się do domu do Siedlec, bo następnego dnia miał wyjechać służbowo za granicę. Nie mógł sobie poradzić, dlatego poprosił znajomych funkcjonariuszy o pomoc" - tłumaczy dziennikowi.pl rzecznik MSWiA Tomasz Skłodowski. "Ta prośba nie powinna mieć miejsca" - przyznaje. Zapowiada, że we wtorek urzędnik trafi na dywanik do szefa MSWiA Ludwika Dorna i to on zdecyduje o karze dla swojego podwładnego.

Policja wszczęła już postępowanie dyscyplinarne przeciwko szefowi komisariatu kolejowego Waldemarowi Płońskiemu - poinformował dziennik.pl Paweł Biedziak z Komendy Głównej Policji. Komenda wysłała też materiały sprawy do prokuratury.

Tymczasem poszukiwania dwójki zaginionych policjantów wciąż trwają. Jak twierdzi Biedziak, osobiście brał w nich udział komendant główny policji Marek Bieńkowski. Po raz ostatni zaginieni byli widziani na stacji paliw Statoil w miejscowości Gręzów pod Siedlcami.

Zaginiony sierżant Tomasz Twardo służył w policji od czterech lat. Czeka na niego żona i kilkuletnia córeczka. Starsza posterunkowa Justyna Zawadka, która zaginęła razem z sierżantem Twardo, jest policjantką z dwuletnim stażem.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj