Kiedy przeprowadziliśmy się z mężem z Gdańska do Warszawy, najważniejszym celem stało się dla mnie znalezienie pracy. Nie było to łatwe - nie tylko ze względu na dość trudne pod tym względem czasy, ale także ze względu na zupełnie obcą przestrzeń, jaką była dla mnie wtedy Warszawa. Trwało to długo, ale w końcu dostałam pozytywną odpowiedź z Ministerstwa Sprawiedliwości, do którego złożyłam aplikację.

To było naprawdę coś. Bardzo się cieszyłam. Mimo sporej konkurencji to właśnie mnie zaproponowano etat. Tyle tylko, że tydzień wcześniej dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Poczułam, że muszę poinformować o tym mojego przyszłego szefa. Nie sądziłam, że tak naturalna, kobieca sprawa, przekreśli mnie jako pracownika. Myliłam się jednak. Okazało się, że moje kompetencje, moja wiedza, nieskazitelna przeszłość rodziny do piątego pokolenia, a w końcu pozytywne noty z rozmowy kwalifikacyjnej nie są w stanie przekonać przyszłych pracodawców. Okazało się, że nie warto mi zaufać. Usłyszałam, że będę jedynie blokowała etat, bo z pewnością zechcę po urodzeniu urlop macierzyński, potem wychowawczy, a co jakiś czas zwolnienia lekarskie na chore dziecko. A w związku z tym, paradoksalnie, bardziej im się opłaca przyjąć kogoś, kto ma mniejsze kompetencje. Kogoś, dla kogo praca będzie ważniejsza niż rodzina. Do dziś tego nie rozumiem.

Trudno to pojąć, ale w naszym kraju nadal wielu pracodawców zakłada, że kobiecie, która urodziła dziecko, nagle ubywa kompetencji, wiedzy, rozsądku, odpowiedzialności czy rzetelności. Dziwię się, że szefom trudno uwierzyć w to, iż młoda matka to idealnie zorganizowany, lojalny, zdeterminowany, wydajny, odporny na zmęczenie, a przede wszystkim - tak zwyczajnie, po ludzku - szczęśliwy i spełniony pracownik. Macierzyństwo to najlepszy kurs przygotowujący do każdej pracy. Nie znam jednak kobiety, która wpisałaby sobie to w swym CV. Do ostatniego możliwego momentu dziewczyny ukrywają przed pracodawcą ciążę. Boją się, że usłyszą to samo, co ja przed laty. Wciąż boją się, że dziecko i rodzina - słowa notabene bardzo chętnie odmieniane na wszystkie możliwe sposoby przez naszych polityków - zburzą to, na czym im również bardzo zależy.

Takich przykładów są setki. Przerażają mnie statystyki. I jednocześnie dają do myślenia. W tej chwili co piąta polska matka, która szuka pracy, nie dostaje jej właśnie z powodu tego, że jest mamą. Przecież równowaga między karierą a rodziną jest w życiu najważniejsza. I jest to nie tylko możliwe, ale i potrzebne.

Panowie posłowie. Becikowe to za mało. Tysiąc złotych niczego nie rozwiąże. A z pewnością nie jest to rozwiązanie na całe życie. Dodatek rodzinny nawet w wysokości 130 zł nie jest czymś, co zachęci do aktywnej prokreacji. To musi być cały łańcuch konstruktywnych rozwiązań i otwartości na sprawy rodziny. A co z ustawą o telepracy? Może warto trochę przyspieszyć prace nad nią. Samo myślenie niczego nie rozwiąże. Potrzebne jest działanie. Potrzeba zmian prawnych i organizacyjnych, które sprawią, że matki będą miały pewność, że są otoczone opieką ze strony państwa, że po urodzeniu dziecka będą mogły kontynuować pracę zawodową, karierę i będą w stanie zapewnić rodzinie środki do godziwego życia. Jeśli tego nie zrozumiemy, za chwilę wszyscy młodzi, uzdolnieni i wykształceni ludzie opuszczą nasz dziwny kraj i wyjadą tam, gdzie jest lepiej. Tam, gdzie nie będą musieli wybierać między karierą a rodziną. I słusznie. Cudze chwalą, bowiem swego nie mają.

Na świecie jest już w tej chwili bardzo wiele firm przyjaznych rodzicom. Nie odmawiają młodym mamom prawa do kariery: idą im na rękę, starają się ułatwić im pogodzenie pracy z opieką nad dzieckiem.
Prowadzenie polityki życzliwej wobec rodziców działa przecież na ich korzyść - motywuje pracowników, zwiększa przywiązanie do firmy, a zatem poprawia jakość i wydajność pracy oraz dodatkowo buduje pozytywny wizerunek przedsiębiorstwa na rynku. Chcąc ułatwić mamom życie, niektóre firmy zakładają na swoim terenie przedszkola dla dzieci pracowników. I to jest konstruktywne rozwiązanie. I to jest coś, czego w Polsce brakuje. Polskie matki nie potrzebują ułatwień, nie potrzebują drogi na skróty. Potrzebują natomiast rozwiązań formalnych.

Parę lat temu w Gdańsku otwarty został polsko-amerykański ośrodek doskonalenia zawodowego dla kobiet z dziećmi. Panie doszkalały się w swoich profesjach, mogły jednocześnie - podczas przerw - zaglądać do swych pociech, którymi zajmowały się wykwalifikowane opiekunki. To dowód, że takie rozwiązania są możliwe.

Jestem przekonana, że globalny rynek zdobędą te przedsiębiorstwa, które pierwsze odkryją i uszanują to, co nadaje sens życiu ich pracowników: uszeregowanie wartości - wiara, kultura i właśnie rodzina. Często już wprowadzenie nienormowanego czasu pracy przez kilka miesięcy wystarczy, aby panie wracały po urlopach macierzyńskich do swoich firm, a nie odchodziły do konkurencji. Poza tym prorodzinna polityka przyciąga do firmy kolejne wykształcone, zdolne kobiety.

Szanowni pracodawcy! Nie ma silniejszej kotwicy emocjonalnej dla kobiety niż macierzyństwo. Jeśli okażecie zrozumienie i serce młodej matce, zatroszczycie się o jej spokój i zapewnicie bezpieczeństwo socjalne - zyskacie wdzięcznego, w stu procentach oddanego i niezastąpionego pracownika. Jestem przekonana, że warto.