O tym, jak zginął nasz żołnierz, napisał dziś DZIENNIK. Sobota, pierwsza w nocy czasu irackiego. Konwój kilkunastu samochodów zbliża się do przedmieść Al-Kut. Od bazy Delta żołnierzy dzieli kilkanaście kilometrów. Słowacka kompania inżynieryjna z polską i ormiańską ochroną wracają z akcji rozminowywania składów broni i amunicji. Wóz dowodzenia, w którym jadą Polacy: st. sierżant Tomasz Murkowski z 13. Pułku Przeciwlotniczego w Elblągu, młod. chorąży Mariusz Korner z 22. Bazy Lotniczej w Malborku, Słowak - st. sierżant Rastislav Neplech oraz żołnierz armeński, jedzie jako piąty w kolumnie.
Nagle rozlega się huk. Pod ich wozem eksploduje bomba. Leje się krew. "Terroryści zmontowali ładunek z pocisków artyleryjskich. Nie odpalili go z komórki. Dranie, już wiedzą, że mamy urządzenia do zakłócania fal radiowych. Teraz użyli bomby uruchamianej elektrycznie lub mechanicznie. W drodze mogli zakopać linkę. Gdy połowa konwoju przejechała po niej, zadziałał zapalnik czasowy" - mówi nam jeden z oficerów.
Chwilę później na konwój z lewej strony sypie się grad kul z kałasznikowów. Terroryści oddają serię strzałów i biorą nogi za pas. Ilu ich było? "Tego nie wiemy, bandyci
działali pod osłoną nocy" - mówi DZIENNIKOWI jeden z oficerów.