Wybuchły zbiorniki z olejem napędowym. Ogień szalał wszędzie. Ale ludzie nie mogli dodzwonić się do straży pożarnej. Pod numerem 112 nikt nie odpowiadał. W efekcie ogień poparzył ciężko pięć osób. Strażacy z Białegostoku winią za to Telekomunikację.
Zapewniają, że gdyby powiadomiono ich o pożarze wcześniej, to przynajmniej dwóm - z pięciu - poszkodowanych osób nic by się nie stało. A mieszkańcy skarżą się, że próbowali
dzwonić przez godzinę. Ostatecznie dodzwonili się na policję. Dopiero ona powiadomiła straż.
Telekomunikacja nie czuje się winna. Jej zdaniem, prace wykonywane tej nocy były zaplanowane. No i trwały najwyżej 30 minut. Strażaków to nie przekonuje. "O takich rzeczach
powinniśmy być informowani" - ripostują.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|