"Trwają prace nad ostatnim liczeniem kosztów każdego z wariantów. Lada dzień decyzja zostanie podjęta" - mówi dziennikowi.pl pułkownik Waldemar Jaruszewski z biura wiceministra MON Jacka Kotasa, który opracowuje plan.

Sprawa owiana jest tajemnicą, jednak - jak nieoficjalnie dowiedział się dziennik.pl - jeden z wariantów zakłada wydzierżawienie nowych maszyn lub ich kupno. Wszystko zależeć będzie od ceny. Wojsko chce mieć do szkolenia 12-18 nowych maszyn.

W grę wchodzą głównie: brytyjski samolot Hawk, który powstał jako szybki, poddźwiękowy samolot treningowy dla Królewskich Sił Powietrznych; modernizowany przez Boeinga i Izraelczyków samolot T-38C Talon z całkiem nową awioniką; czeski L-159A ; Włoski M-346 Aermacchi i zaprezentowana dwa lata temu oferta Izraela, zakładająca możliwość szkolenia polskich pilotów na samolotach A-4/TA-4.

Rozpatrywany jest również wariant szkolenia pilotów za granicą, ale raczej ma małe szanse powodzenia, bo koszty tego są zbyt duże. Jednak możliwe jest, że już wyszkoleni na F-16 piloci będą zgłębiać tajniki sztuki walki i nabierać doświadczenia w Izraelu. Rozmawiał o tym minister Aleksander Szczygło podczas swojej wizyty w Jerozolimie. Ale to już dalsza przyszłość.

Tymczasem wojsko chce, żeby maszyny szkoleniowe pozwalały - po okresie nauki - na szybkie przejście na F-16. Do tego konieczny jest między innymi tzw. glass kokpit. Najprościej mówiąc, jest to kabina pilota wyposażona w cyfrowe wskaźniki zamiast zegarów.

Na lotnisku w Krzesinach lądują coraz to nowe maszyny F-16 kupione przez nas w USA. Docelowo będzie ich 48. Ale pilotów na nich przeszkolonych - tylko 36. Dodatkowo 12 wojsko przeszkoli na szkolnych maszynach T-38. Ale oni nie mają prawa latać myśliwcami. A zgodnie z wymogami NATO na jedną maszynę trzeba liczyć 1,5 pilota, dlatego armia pilnie musi szkolić nowych pilotów. A na razie nie ma na czym. Wysłużone Iskry, które weszły do służby 40 lat temu, muszą odejść do lamusa. Natomiast te, które są w szkole w Dęblinie, mają po 20 lat i nie nadają się do szkolenia pilotów F-16.

To jednak nie wszystko. Wojsko w tym roku podjęło eksperyment i szkoli cywilów, którzy zasiądą za sterami F-16. O dziwo, przygoda z lotnictwem nie przyciąga ich jak magnes. Na 20 miejsc zgłosiło się tylko 17 kandydatów na pilotów. Z tego tylko dziesięciu przeszło badania. Ich szkolenie potrwa 22 miesiące i wtedy będą mogli pilotować maszynę wartą ponad 40 milionów dolarów. Do tej pory, żeby zostać pilotem wojskowym, trzeba było skończyć pięcioletnie studium w Dęblinie.