Miała być wielka uroczystość nazwania słupskiego ronda imieniem pułkownika Ryszarda Kuklińskiego i odsłonięcia pamiątkowego głazu. Zamiast tego był skandal. Pojawiło się bowiem dwóch mężczyzn niezadowolonych z tego, że kwiaty składa prezydent Słupska - były członek PZPR. "Precz z komuną" - krzyczeli. Wyrwano im transparenty, a po krótkiej szarpaninie zatrzymała ich policja.
Jak twierdzi wiceprezydent Słupska Andrzej Kaczmarek protestujących trzeba było aresztować, bo krzykami zakłócali uroczystości poświęcone pułkownikowi Kuklińskiemu.
Ale to nie jedyny incydent podczas odsłonięcia pamiątkowego głazu poświęconego Kuklińskiemu. "Nie pozwolono nam rozwinąć sztandarów" - żalą się kombatanci Armii Krajowej. Dlaczego? Bo zdaniem wiceprezydenta Kaczmarka, kombatanci spóźnili się na uroczystość.
Nazwanie ronda imieniem pułkownika Jerzego Kuklińskiego i postawienie tam pamiątkowego głazu od miesięcy wywoływały w Słupsku gorące dyskusje. Częśc mieszkańców twierdzi, że pułkownik był zdrajcą, inni że był bohaterem. Jeszcze w nocy, tuż przed uroczystościami, ktoś napisał na obelisku "Rondo zdrajcy".
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl