Dziennik Gazeta Prawana logo

Dożywocie dla okrutnych morderców dzieci

13 października 2007, 15:40
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Ta sprawa wstrząsnęła Polską cztery lata temu. W 2003 roku dwóch zbrodniarzy zabiło w nadmorskich Chłopach 41-letnią Beatę Jeger i jej dwie córki - 12-letnią Blankę i o dwa lata młodszą Laurę. Sąd w Koszalinie wydał wyrok - dożywocie dla 40-letniego Rafała Jagiełły i 28-letniego Andrzeja Kozłowskiego.

Dwa lata więzienia dostała też Beata Bankert, partnerka Rafała Jagiełły, która nie udzieliła ofiarom żadnej pomocy. Co więcej, Jagiełło nie ma prawa ubiegać się o przedtreminowe zwolnienie wcześniej, niż po upływie 30 lat, a jego kompan - 25 lat. Sąd zgodził się też na opublikowanie pełnych nazwisk i zdjęć tych zbrodniarzy.

Policja odkryła zwłoki matki i dwóch córek dopiero osiem miesięcy po morderstwie. Sprawcy byli pewni, że wszystko ujdzie im na sucho. W ich głowach zrodził się plan zbrodni, aby okraść Beatę Jeger, która w Chłopach kupiła starą zagrodę i pięknie ją wyremontowała. Urządziła tam pensjonat dla turystów - pisze "Fakt".

Od lat 80. razem z mężem Leszkiem mieszkała w Niemczech, w Hamburgu. Dorobili się tam i postanowili zainwestować w Polsce. Ich pensjonat, piękny biały budynek z czerwoną dachówką, wyceniano wtedy na 600 tys. zł.

Rafał Jagiełło pracował u niej jako pomocnik, "złota rączka". "Nigdy dobrze mu z oczu nie patrzyło" - mówił "Faktowi" mąż Beaty, Leszek. Mąż Beaty wtedy, gdy mordowano mu rodzinę, był w Hamburgu, gdzie pracował. Rafał Jagiełło i Andrzej Kozłowski chcieli wynieść z domu co się da. Najbardziej interesowały ich pieniądze. Tej nocy, gdy Beata wróciła z dyskoteki w pobliskim Mielnie, Rafał zawołał ją do kotłowni pod pretekstem awarii. Wtedy rzucił się na nią i udusił paskiem.

Dziewczynki spały już na górze. Obaj mordercy dopadli je w sypialni i też udusili. Znieśli ciała do kotłowni. Tam okazało się, że starsza Blanka jeszcze oddycha, więc dobili ją. Ciała kilka godzin leżały w kotłowni. W tym czasie oprawcy kopali 200 metrów za posesją, na łące wielki dół. Pod osłoną nocy przewieźli zwłoki taczkami i zakopali.

Przez osiem miesięcy nie było żadnego śladu po Beacie Jeger i jej córeczkach. Szukała ich policja w Polsce oraz w Niemczech. W hamburskiej szkole obie dziewczynki były bardzo lubiane, ich koleżanki i koledzy bardzo się przejęli tym zaginięciem - pisze "Fakt".

W marcu 2004 policja odkopała ciała. Wtedy śledztwo potoczyło się błyskawicznie. Tym bardziej, że parobek Rafał Jagiełło przepadł jak kamień w wodę. Policja zaczęła nawet podejrzewać o udział w zbrodni męża Beaty i ojca dziewczynek, ponieważ w ich małżeństwie nie działo się najlepiej.

Rafał przyznał się do winy. W zbrodni uczestniczył też Andrzej, który był w tedy w pensjonacie letnikiem. W tym samym czasie była tam także partnerka Rafała, Beata, która nie uczestniczyła w zbrodni, ale o wszystkim wiedziała. I nie zrobiła nic, by jej zapobiec.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj