"Mogę tylko potwierdzić, że do takiego zdarzenia faktycznie doszło. Sprawą zajmuje się prokuratura" - mówi dziennikowi.pl Marek Łażewski, rzecznik Zakładu Karnego nr 1 z Wrocławia.
22-letni Adrian P. udusił swoją partnerkę w toalecie. Potem podciął sobie żyły. Strażnicy sprawdzają, dlaczego strażnicy tego nie zauważyli. Zresztą w tej sprawie jest więcej pytań. Zagadką wciąż pozostaje, dlaczego więzień miał przy sobie nożyk od golarki, którym podciął sobie gardło, oraz dlaczego mógł wejść do toalety dostępnej dla gości, poza pokojem widzeń.
W sali znajdowało się w tym czasie około 80 osób. "Nic nie wskazywało na tragedię" - tłumaczy rzecznik więzienia.
Konkubina przyjeżdżała regularnie do Adriana P. i zawsze wizyty przebiegały bardzo spokojnie. "Mieli dwoje dzieci. To młodsze przyszło na świat, gdy P. przebywał już w więzieniu" - mówi Łażewski.
Matka Majki H. - Halina H. z Legnicy - późnym popołudniem przyjechała do więzienia. Była roztrzęsiona, opowiadała, że wielokrotnie tłumaczyła córce, by "rzuciła tego bandziora, który był agresywny, źle ją traktował i czasami bił". "A ona odpowiadała, że to ojciec jej córek. I co ja teraz powiem dziewczynkom, które u mnie w domu czekają na powrót mamy" - mówiła matka ofiary. "Będę musiała zastąpić rodziców pięcioletniej Klaudii i rocznej Amandzie" - dodała.
Adrian P. przyznał się przed prokuratorami do zbrodni. Jak tłumaczył, słyszał, że Majka H. zdradza go, pije i nie zajmuje się dziećmi. Śledczy postawili mu zarzut morderstwa. Za tę zbrodnię może grozić mu nawet dożywocie.