Uwzględniając apelację obrony, SA uchylił w poniedziałek wyrok SO - najsurowsze dotychczas orzeczenie z oskarżenia IPN. SA uznał, że w sposób "rażąco dowolny" i bez żadnego uzasadnienia SO przyjął własną wersję zdarzenia - nieopartą ani na zeznaniach świadków, ani oskarżonego. W ponownym procesie SO ma m.in. przesłuchać kluczowych świadków: dwie starsze kobiety, wtedy młode dziewczyny.

Reklama

Sprawa dotyczy wydarzeń z lipca 1946 r. w Odrzykoniu (Podkarpacie). Grupa funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa z Jerzym R. szła do domu Władysława Urbanka - rolnika, w czasie wojny żołnierza AK. Urbanka nie było w domu, obecne tam kobiety powiedziały ubekom, że jest na polu. Zarazem wysłały 13-letnią dziewczynę, by ostrzegła mężczyznę. O przebiegu wydarzeń wiadomo od tej właśnie dziewczynki - dziś starszej kobiety - i jeszcze jednej dziewczyny, która była wtedy na polu. Obie zeznały wcześniej, że to Jerzy R. z bezpośredniej odległości pierwszy strzelił do Urbanka idącego obok furmanki. Oskarżony twierdzi, że strzelał, bo został zaatakowany widłami.

We wrześniu 2009 r. SO skazał Jerzego R. na 8 lat, uznając, że działał w zamiarze zabójstwa.

W apelacji adwokat Jerzego R., mec. Zdzisław Rajakowski, chciał jego uniewinnienia. Twierdził, że zastrzelił on Urbanka w obronie koniecznej, zaatakowany widłami. Adwokat przekonywał, że w sprawie są rozbieżności w zeznaniach świadków; nie ma też dowodu, by R. miał zamiar zabić. Prokurator IPN chciał uznania, że zabójstwo było zbrodnią przeciwko ludzkości.

SA uznał, że błędem SO było zaniechanie bezpośredniego przesłuchania obu kobiet. Z powodu złego zdrowia nie były one wezwane do sądu. SA ocenił, że SO mógł delegować jednego ze swych sędziów, by je przesłuchał w miejscu zamieszkania. "Obowiązek ich przesłuchania bezpośrednio wynikał z rozbieżności ich zeznań o rażącym charakterze" - uzasadniał sędzia SA Marek Motuk. Dodał, że zeznania obu kobiet są nie tylko rozbieżne, ale także "sprzeczne wewnętrznie".



Rozbieżności dotyczą m.in. tego, gdzie, kto wtedy stał i czy wóz z sianem nie zasłaniał kobietom widoku tragedii. "Sąd nie tylko nie dążył do usunięcia tych sprzeczności, ale w ogóle nie przyjął żadnej z trzech wersji, autorstwa świadków lub oskarżonego, i ustalił własną wersję zdarzenia, nie uzasadniając, na czym ją opiera" - ocenił sędzia. SO uznał m.in., że R. został uderzony widłami, ale dopiero po pierwszym strzale. Mocą decyzji SA, SO ma w ponownym procesie przesłuchać obie kobiety w obecności psychologa, który oceniłby zdolność ich postrzegania w 1946 r. oraz czy dziś nie konfabulują.

Na Jerzym R. ciążył też zarzut, że w UB w Krośnie w 1946 r. znęcał się fizycznie i psychicznie nad zatrzymanym Franciszkiem Rajchlem, którego bił i zakładał mu zatkaną maskę przeciwgazową. Pewnego dnia Rajchel nie wytrzymał tortur i wyskoczył przez okno z drugiego piętra. Także ten wątek sprawy SA zwrócił do SO. SA dodał, że SO nie uzasadnił, czemu nie uznał obu czynów R. za zbrodnie przeciw ludzkości.

R., dziś emeryt, nie przyszedł do sądu. Według lekarza sądowego, zdrowie bezterminowo nie pozwala mu na udział w rozprawach.

Po odejściu z UB R. pracował m.in. w Redakcji Programów Literackich Polskiego Radia. Był mężem znanej z tamtych czasów dziennikarki radiowej Wandy Odolskiej. Jak powiedział PAP mec. Rajakowski, to m.in. zeznania Jerzego R. przyczyniły się do uwolnienia kilka lat temu Jerzego V. od zarzutu zamordowania w październiku 1946 r. mjr. Antoniego Żubryda - słynnego partyzanta NSZ, walczącego na Podkarpaciu po wojnie z komunistami. R. potwierdził bowiem zeznania V., że zgłosił się on do UB już po zabiciu Żubryda, tłumacząc, że uczynił to w samoobronie, bo ten - podejrzewając swoich ludzi o związki z UB - zaczął ich likwidować.