Była to rozprawa odwoławcza od wyroku sądu rejonowego ze stycznia, który uznał, że Kasprowicz zniesławił burmistrz Zofię Springer i skazał go na karę 300 godzin prac społecznych i nawiązkę 500 zł na rzecz PCK. Orzekł wobec niego także roczny zakaz wykonywania zawodu dziennikarza (Kasprowicz jest dziennikarzem gazety lokalnej); został też zobowiązany do opublikowania przeprosin.

Skazujący wyrok sądu pierwszej instancji skrytykowały Helsińska Fundacja Praw Człowieka, a także Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, która nazwała go naruszeniem wolności prasy. Sprawa była objęta programem Obserwatorium wolności mediów w Polsce.

Proces wytoczyła Kasprowiczowi burmistrz Mosiny Zofia Springer, która poczuła się obrażona wpisami na blogu krytykującymi jej decyzje. Kasprowicz miał ją pomówić w 15 wpisach na jego prywatnym blogu.

Od wyroku odwołały się obie strony. Reprezentujący Springer domagali się zasądzenia nawiązki w wysokości 10 tys. zł. Proces apelacyjny toczył się z wyłączeniem jawności.

W blogu prowadzonym przez Kasprowicza, opisującym wydarzenia z życia gminy, znalazły się m.in. takie sformułowania jak: "Mosiński magistrat to według mnie burdel na kółkach, a jego szefową jest Zofia Springer".

Sąd odwoławczy uznał, że wpisy Kasprowicza na blogu nie są materiałami dziennikarskimi, tylko opiniami obywatela na temat władzy.


"Nie można nie brać pod uwagę przy rozstrzygnięciu tej sprawy faktu, że oskarżony jest zaangażowany w życie gminy i jako członek lokalnej społeczności nie był zadowolony z decyzji władz i krytykował działania oskarżyciela prywatnego jako burmistrza gminy. Każdy ma prawo do krytykowania działań innych, w tym funkcjonariuszy publicznych. Negatywna ocena może być merytorycznie uzasadniona, ale może też być błędna. Błędna ocena działalności może wynikać z wielu powodów: z braku wiedzy, braku znajomości mechanizmów politycznych czy gospodarczych. Osoba piastująca funkcje publiczne musi być przygotowana na krytykę, także na tą niesłuszną. Osoba publiczna musi mieś skórę twardszą niż inni" - powiedział, uzasadniając wyrok sędzia Leszek Matuszewski z Sądu Okręgowego w Poznaniu.

Sąd uznał też, że blogerzy mogą używać ostrzejszego języka.

"Wpisy były zamieszczane na prywatnym blogu internetowym i jest oczywiste, że jak ktoś chce, w sposób prosty, zachęcić innych do czytania jego komentarzy, może w tym celu posunąć się do używania sformułowań dobitnych czy szokujących" - wyjaśnił sąd.

W przypadku dwóch wpisów na blogu sąd uznał, że mogły one narazić burmistrz Mosiny na utratę dobrego imienia, ale umorzył te sprawy ze względu na znikomą szkodliwość czynu.

Chodziło o wpisy: "Zofia Springer zmusza mosińskich urzędników do bezprawia pod groźbą konsekwencji", "Kładła do tej pustej mózgownicy burmistrza".

Wyrok jest prawomocny. Po jego ogłoszeniu Kasprowicz nie krył zadowolenia.

"Sąd uznał prawo do krytykowania władzy, i to jest najważniejsze jego przesłanie. Mam zamiar rozwijać swoją działalność blogera, ale wzbogaconą o materiały video" - powiedział.


Zofia Springer zapowiedziała złożenie kasacji w Sądzie Najwyższym.

"Jestem oburzona tym wyrokiem, bo sąd daje zgodę na prostactwo, chamstwo i łobuzerię dziennikarską. Nie można bezkarnie kogoś obrzucać inwektywami, i trzeba odpowiadać za to, co się mówi i co się pisze" - powiedziała w środę PAP Springer.

"Były to inwektywy i informacje kłamliwe, które nie miały się nijak do prawdy. Określenia +esbecki pomiot+, +tapirowany kundel+, określanie urzędu jako +burdelu+, którego jestem szefową, i oskarżanie mnie o jakieś +przekręty+ to obrażanie mnie i szkalowanie" - mówiła w czasie pierwszego procesu PAP Zofia Springer.