Do morderstwa doszło 15 lutego zeszłego roku. Sprawcy zabili Jerzego K. - listonosza Poczty Polskiej - w piwnicy jednego z budynków przy ulicy Puławskiej na Mokotowie. Mężczyzna otrzymał cios w głowę drewnianą pałką, a później został uduszony kablem elektrycznym. Sprawcy zabrali ofierze blisko 29 tys. zł oraz telefon komórkowy. Ciało owinęli folią, wpakowali do pudła po telewizorze, wywieźli do lasu w okolicach Zalesia pod Warszawą i ukryli w śniegu. Zatrzymano ich dwa dni po zbrodni.

Reklama

Prokuratura oskarżyła o zabójstwo i napad trzy osoby: 26-letniego dziś Tomasza Sz. (wykształcenie podstawowe, do sierpnia 2009 r. pracował dorywczo, potem handlował narkotykami), jego dziewczynę, o siedem lat młodszą Paulinę B. (uczennicę katolickiego liceum) i 20-letniego Michała B. (wykształcenie podstawowe, sprzedawał warzywa na bazarze, chciał pomagać Tomaszowi Sz. w handlowaniu narkotykami). W mowie końcowej oskarżyciel żądał kar dożywotniego więzienia dla mężczyzn i 25 lat dla dziewczyny, jako młodocianej w chwili czynu. Obrońcy liczyli na łagodniejsze kary; adwokat Pauliny B. chciał uznania, że nie brała ona udziału w zabójstwie.

Sąd orzekł w piątek, że cała trójka jest winna zbrodni. Za głównego sprawcę uznał Tomasza Sz., który znał listonosza - bo kupował u niego wcześniej amfetaminę. "Tomasz Sz. miał dług u dilerów narkotykowych, bał się, że zostanie wywieziony za miasto i stanie mu się krzywda. Dlatego wymyślił napad na listonosza" - mówiła w ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia Dorota Tyrała.

Z ustaleń sądu wynika, że to Tomasz Sz. wciągnął w plan zbrodni swego kolegę Michała B. (któremu wcześniej dawał narkotyki - także za darmo), a także swą nastoletnią dziewczynę. Z tych powodów sąd wymierzył mu najwyższą karę - dożywotniego więzienia. "Jego droga życiowa, wciąganie młodych ludzi w narkotyki, pokazuje, że powinien być izolowany od społeczeństwa" - mówiła sędzia Tyrała.

Michałowi B. sąd wymierzył karę 25 lat ze względu na jego młody wiek. To on uderzył listonosza w głowę kijem bejsbolowym, pomagał w duszeniu i wywożeniu ciała - podkreślił sąd przypominając, że kilka dni wcześniej - na żądanie Tomasza Sz. - próbował napaść tego samego listonosza, ale wtedy plan się nie powiódł i uciekł bez łupu. "Sąd rozważał, czy skazać go na dożywocie, ale ostatecznie uznał, że to nie on zainicjował zbrodnię i taka kara byłaby zbyt surowa" - stwierdzono w uzasadnieniu wyroku.

Paulinie B., która - jak podkreślono - była wprowadzona w cały plan i zacierała ślady zbrodni - sąd wymierzył karę 15 lat więzienia - groziła jej kara 25 lat pozbawienia wolności. "Choć była najmłodsza z całej grupy, obejmowała swym zamiarem zabójstwo i rozbój na listonoszu. Sąd ma jednak na uwadze jej emocjonalną niedojrzałość i to, że była pod wpływem swego starszego chłopaka" - stwierdziła sędzia.

Obrońca Pauliny B., mec. Jacek Brydak próbował przekonać sąd, że policja w śledztwie biciem wymusiła na niej przyznanie się do winy za zabójstwo. W uzasadnieniu wyroku sąd przyznał, że faktycznie policja "dopuściła się przemocy" na podejrzanych (trwa w tej sprawie odrębne śledztwo), ale dziewczyna nie odwołała swoich słów także wtedy, gdy stawała przed prokuratorem i przed sądem.

Wyrok jest nieprawomocny. Adwokaci skazanych zapowiedzieli apelację. "Na pewno ją złożymy. Będziemy się starali przekonać sąd wyższej instancji, że kary są za surowe" - powiedział PAP mec. Aleksander Krysztofowicz, obrońca Michała B.

Reklama

Apelacji nie wyklucza również prokurator Jakub Gromelczyk. Samą sprawę uznał za sukces prokuratury - bo sąd skazał całą trójkę za zabójstwo - czego domagał się oskarżyciel. "Ale zastanowimy się, czy składać odwołanie od wysokości kar wobec Michała B. i Pauliny B." - poinformował.