We wtorek sejmowa komisja debatowała na temat postępowania warszawskiej prokuratury w sprawie podejrzenia korzystania z telefonu prezydenta po katastrofie smoleńskiej. Posiedzenie komisji odbyło się bez udziału przedstawicieli Prokuratury Generalnej i resortu sprawiedliwości. Prokurator generalny przesłał do komisji pismo informujące o aktualnym stanie tego postępowania.
- napisał Seremet w swym piśmie.
Nieobecność przedstawicieli PG i MS wywołała protesty posłów PiS, z kolei przedstawiciele PO wnioskowali o zamknięcie posiedzenia. Ostatecznie prowadzący obrady wiceprzewodniczący komisji Stanisław Piotrowicz (PiS) zdecydował o przerwaniu posiedzenia do czasu, aż pojawią się na nim osoby, które - jak powiedział - powinny się stawić.
Postępowanie dotyczące połączeń z telefonu prezydenta Lecha Kaczyńskiego 10 kwietnia 2010 r. po katastrofie w Smoleńsku podjęła w połowie maja Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Ma ona wyjaśnić, kto mógł użyć tego telefonu. Informacje o "manipulacjach" przy telefonie Lecha Kaczyńskiego 10 i 11 kwietnia 2010 r. w Rosji i odsłuchiwaniu poczty głosowej pojawiły się w mediach na początku maja.
- informowała wtedy prokuratura.
Wcześniej - w grudniu zeszłego roku - stołeczna prokuratura okręgowa odmówiła, z braku cech przestępstwa, wszczęcia śledztwa w sprawie domniemanej kradzieży impulsów na szkodę Kancelarii Prezydenta RP. W maju Prokuratura Generalna poleciła jednak stołecznej prokuraturze apelacyjnej przeanalizowanie tej decyzji. Po analizie Prokuratura Apelacyjna uznała, że decyzja o odmowie wszczęcia śledztwa była przedwczesna.