Ks. Lemański we wpisie w serwisie naTemat.pl nawiązał do fragmentu Ewangelii św. Łukasza, w którym mowa o kapłanie i lewicie, którzy nie pomogli napotkanemu na drodze rannemu mężczyźnie. Jak sam przyznał, został wywołany do odpowiedzi przez niezawodnego w swych insynuacjach prawicowego felietonistę, który przypisał mu sprawstwo pomocnicze wobec postawionych publicznie pytań o Rwandę. Chodzi o ludobójstwo, do jakiego doszło w tym kraju w 1994 roku, a w którym zginęło nawet milion ludzi. Właśnie w Rwandzie abp. Hoser przez długie lata pełnił posługę. Jak się jednak okazało, w czasie, w którym Hutu mordowali Tutsi, nie było go w kraju.

Łącząc tę sprawę z fragmentem Ewangelii, ks. Lemański zastanawia się, cóż niestosownego dostrzegł prawicowy dziennikarz w przypomnieniu śmierci blisko miliona ludzi zaszlachtowanych maczetami dziewiętnaście lat temu? Cóż go tak bardzo zabolało? Czyżby pytania o postawę ludzi Kościoła w tym jednym z najbardziej katolickich krajów Afryki, odwiedzonym niedługo przed rzezią przez papieża Jana Pawła II?

Pisze również, że czym innym jest nieudzielenie pomocy cierpiącemu ze strachu o własne życie, w czym innym, gdy chodzi o obojętność i wyrachowanie. - Gdyby tym kapłanem przechodzącym obojętnie obok poranionego był któryś z naszych hierarchów, a lewitą - któryś z prawicowych publicystów, to Jezus opowiadający o takim zdarzeniu miałby w tych środowiskach przechlapane - konkluduje ks. Lemański.

Abp. Hoser, Kościół, Rwanda i pytania

Pisząc o pytaniach o Rwandę, duchowny ma na myśli tekst Aleksandry Pawlickiej "Karząca ręka Boga" w tygodniku "Newsweek". Dziennikarka poruszyła w nim kwestię trwającej ponad 20 lat pracy abp. Henryka Hosera w Rwandzie. Cytowała Wojciecha Tochmana, reportażystę, który przygotowując książkę o ludobójstwie "Dzisiaj narysujemy śmierć", pytał abp. Hosera o rolę Kościoła w tragedii, ale nie usłyszał od niego odpowiedzi wprost. A na zacytowanie tego, co usłyszał, zgody nie dostał. 

- W episkopacie Rwandy zasiadali nacjonalistyczni biskupi Hutu, którzy nie zrobili nic, aby ludobójstwo na Tutsich powstrzymać. A wiedzieli, że nadchodzi. Wszyscy wiedzieli, Watykan też wiedział. Mówi się dzisiaj w Rwandzie, że za mianowanie przynajmniej części z tych biskupów był odpowiedzialny Hoser. Nie wiem, czy tak było. Nie wiem także, czy prawdą jest, że pan Hoser już po wszystkim pomagał w ewakuacji duchownych, którzy zabijali i gwałcili. Pytałem go o to. W rozmowie ze mną potwierdził jedynie, że w europejskich parafiach pracują rwandyjscy księża oskarżani przez obecne władze Rwandy o udział w ludobójstwie. Ale nikt – jak mówił – im tego nie udowodnił - cytowała Tochmana Pawlicka. 

Po tym artykule abp. Henryk Hoser udzielił wywiadu Katolickiej Agencji Informacyjnej, w którym stwierdził, że Kościół w Rwandzie był wielkim poszkodowanym. - Księża byli mordowani, tak samo jak inni obywatele. Często przemieszczali się z ludnością, która uciekała przed frontem. Oskarżanie duchownych o udział w dokonywanych zbrodniach jest mijaniem się z prawdą. Nie znam żadnego księdza, któremu by udowodniono zabicie kogokolwiek - mówił.