Niewykluczone, że niebawem konflikt o ten grunt się zaostrzy. Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że działka zostanie ogrodzona płotem przez właścicieli. Warto uporządkować fakty i znaleźć odpowiedzi na kilka kluczowych pytań.
1. Do kogo należy działka? Odpowiedź jest niejednoznaczna. W księdze wieczystej widnieje siedem nazwisk – w tym Zbigniew B. i Jan L. zapewnia nas jego pełnomocnik Paweł Żbikowski. Dodaje, że właścicielem jest jedna osoba fizyczna.
W dokumentach stołecznego ratusza jako właściciel wskazany jest niejaki Siegmund Peter Zieminski. Widnieje on również w aktualnej wersji księgi wieczystej. twierdzi Jan Śpiewak ze stowarzyszenia Miasto Jest Nasze.
W księdze wieczystej można także odnaleźć ślady po zastosowaniu tzw. mechanizmu przewłaszczenia na zabezpieczenie. Jest to forma zabezpieczenia wierzytelności polegająca na przeniesieniu przez dłużnika prawa własności swojej rzeczy na wierzyciela. –ocenia jeden z prawników, którego poprosiliśmy o zinterpretowanie tego wpisu w księdze. Jak dodaje, istnieje do dziś spór prawny, czy tę formę można stosować w odniesieniu do nieruchomości. Jak zauważa Paweł Żbikowski, termin tej umowy minął w lipcu 2016 r., co oznacza, że władztwo nad gruntem zostaje w rękach Siegmunda Zieminskiego.
Z dokumentów warszawskiego biura architektury i planowania przestrzennego wynika, że to Zbigniew B., za pośrednictwem swojego pełnomocnika, kierował wnioski dotyczące warunków zabudowy (WZ) dla tego terenu. Co prawda nie trzeba być właścicielem gruntu, by starać się o tzw. wuzetkę (co innego, jeśli staramy się o pozwolenie na budowę). Ale dla MJN to jeden z dowodów na to, że Zbigniew B. jest czynnie zaangażowany w tę sprawę, nawet jeśli nie jest formalnym właścicielem działki. –zapowiada Jan Śpiewak.
2. Czy to kolejny przykład dzikiej reprywatyzacji? Nawet jeśli nie dzikiej, to co najmniej budzącej wątpliwości urzędników. Jak nam tłumaczą, w 2011 r. dokonano zwrotu 65 proc. działki. Pozostałe 35 proc. należało wcześniej do Przedsiębiorstwa Robót Budowlanych i Drogowych Witold Sztandar-Sztanderski i S-ka. Ale w 2014 r. udało się przejąć resztę gruntu. W jaki sposób? –wskazuje nasz rozmówca. Zdaniem władz dzielnicy przy zwrocie w 2014 r. zastosowano konstrukcję, która budzi wątpliwości. komentuje Paweł Suliga, wiceburmistrz Śródmieścia. Pełnomocnik Zbigniewa B. odpowiada, że nie było żadnego przejęcia udziałów w spółce, lecz jedynie wykupienie roszczeń od jej spadkobierców.
3. Czy wycinka drzew odbyła się zgodnie z prawem? Wygląda na to, że tak – tym bardziej że władztwo nad gruntem ma osoba fizyczna, a nie np. deweloper prowadzący działalność gospodarczą.
Urzędnicy również tego nie negują, ale ich zdaniem wycinka to element wywarcia na nich presji. mówi jeden z pracowników urzędu dzielnicy. Po co ten barter? twierdzi urzędnik.
Jeden z naszych rozmówców dodaje, że decyzja o warunkach zabudowy dla gruntu przed siedzibą urzędu dzielnicy istnieje już od 2009 r. – twierdzi nasze źródło.
Paweł Żbikowski potwierdza, że były rozmowy z urzędnikami. – deklaruje. Jednocześnie zapewnia, że wszystko – także wycinkę drzew – przeprowadzono zgodnie z prawem.
4. Czy gdyby był uchwalony plan miejscowy dla tego terenu, drzewa by ocalały? Niekoniecznie. Co prawda władze Warszawy w rozmowach z nami zarzekają się, że zrobią wszystko, by w tym roku przyjąć plan miejscowy (który od lat nie może doczekać się uchwalenia), to jednak niewiele by to zmieniło w kontekście dotychczas istniejącej tam zieleni. mówi Paweł Żbikowski. Informacje o garażu wpisanym do projektu potwierdzają nam przedstawiciele władz dzielnicy. twierdza jeden z urzędników.