Dziennik Gazeta Prawana logo

7 dni bez sieci, czyli zapiski z "Pamiętnika Wylogowanych"

6 maja 2017, 09:13
Ten tekst przeczytasz w 13 minut
Mężczyzna pracuje przy komputerze
Mężczyzna pracuje przy komputerze/Shutterstock
Pojedynczych uciekinierów nie brakuje. Ale tym razem chodziło o to, żeby nie znikać ze świata na dobre. Lecz przeciwnie – normalnie w nim funkcjonować. Tyle że bez internetu.

Lęk. Irracjonalny. Nie pozwala zasnąć. Do tego ból brzucha. Taki, który pojawia się bez przyczyny. – – opisuje swoje doznania dr Barbara Przywara, koordynatorka projektu. Gdy zadzwoniła do kilku osób, które także czekały na godzinę , usłyszała, że dzieje się z nimi dokładnie to samo.

Bez Sieci. To eksperyment naukowców z Katedry Mediów, Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej z rzeszowskiej Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania. Chodziło o sprawdzenie, w jaki sposób osoby w różnym wieku, o różnych zwyczajach, statusie społecznym poradzą sobie przez tydzień bez internetu. Wzorem zachodnich uczelni badacze zaprosili do eksperymentu studentów, sami też postanowili wziąć w nim udział. By, jak mówią, poczuć emocje. W sumie zgłosiło się 120 osób. Tłum, który zareagował spontanicznie. – – dodaje dr Przywara.

Inspiracją była dla niej Susan Maushart, amerykańska dziennikarka. Zauważyła ona, że jej dzieci (troje nastolatków) nie używają mediów elektronicznych, tylko w nich mieszkają. Kiedy zapraszają znajomych, oglądają razem filmy na YouTubie albo grają online. Ona również surfuje po internecie, nawet w toalecie. Niepostrzeżenie czytanie książek, wspólne posiłki i rozmowy zniknęły z domu. Dlatego postanowiła odłączyć ich na pół roku od globalnej sieci, a eksperyment opisała w książce "E-migranci". – – tłumaczą polscy naukowcy. Tym bardziej że rodzina Maushart najpierw przeżyła szok, a potem zaczęły dziać się cuda. Dzieci odkryły w sobie nowe talenty, a ona przypomniała sobie o rzeczach, które kiedyś sprawiały jej autentyczną przyjemność.

To pierwsze badanie w Polsce na taką skalę. Wcześniej zdarzało się, że ktoś decydował się być kilka dni w trybie offline. – opisuje dr Przywara.

Jak im poszło?

Dzień pierwszy

W poniedziałek rano zadzwonił budzik (w telefonie). – pomyślała Katarzyna Mieszawska. Leżąc w łóżku, czuła się spokojnie. I dziwnie, że nie może sprawdzić Messengera na FB. Jest na ostatnim roku studiów magisterskich. Jest też stażystką na rzeszowskiej uczelni. O eksperymencie powiedziała początkowo tylko siostrze i dwóm znajomym. – tłumaczy.

Była przygotowana. Usunęła z komórki wszystkie aplikacje, które mogły wodzić ją na pokuszenie. Na te kilka dni telefon wrócił do pierwotnej funkcji: urządzenia służącego do odbierania połączeń. Zniosła ze strychu dawno zapomniane urządzenie – radio. Czekała na pełną godzinę, aby usłyszeć wiadomości ze świata, dowiedzieć się, jaka będzie pogoda. I – zwyczajnie – odsłuchać muzyki, bo przecież nie da się korzystać ze Spotify bez połączenia z siecią. Jednak już pierwszego dnia pojawił się problem. Czekała na przelew. Jak sprawdzić stan konta? Pójść do banku, ale czy zdąży przed zamknięciem? – – Uśmiecha się na wspomnienie gorączkowo biegnących myśli.

– opowiada Barbara Przywara. Jedni czekali na wiadomości w radio czy telewizji, inni przypomnieli sobie o istnieniu kiosków z papierowymi gazetami. Starsze osoby próbowały bawić się tą sytuacją, bo przypominała im powrót do przeszłości. Gorzej z młodszymi, którzy nie znają świata bez internetu. Ci byli jak dzieci we mgle.

Każda z osób biorących udział w eksperymencie prowadziła swój "Pamiętnik Wylogowanych". Również naukowcy. "Od rana nie sprawdziłam maila. Niepokój narasta. Tam na pewno już jest Sodoma i Gomora, a ja o niczym nie wiem. Po kilku minutach paniki i bólu brzucha w końcu rozważna myśl – przecież istnieje telefon, jak będzie »pożar na pokładzie«, to zadzwonią. Racjonalne, nie? Jak nie dzwonią, znaczy, że nic się nie dzieje. Chyba... Taką mam nadzieję. Tak sądzę... Nie, no na pewno. A może... Stop! Trzeba znaleźć jakiś zagłuszacz tych myśli".

Dzień drugi

Odstawienie na boczny tor – to uczucie okazało się dla niektórych nie do przejścia. Drażniło, że inni wokół mogą korzystać z sieci, a oni – nie. – Byli tacy, którzy poddali się już drugiego dnia. Jak podczas diety, w której ktoś próbuje wytrwać, ale nie ma solidnej motywacji – potwierdza dr Przywara. Niektórzy zostawiali sobie wentyle bezpieczeństwa, szli ze sobą na układ: zrezygnuję np. z FB i Messengera, ale zostawię Instagram.

– opowiada Karolina Bednarska, studentka pierwszego roku. Jak to się stało? Powiedziała o badaniu chłopakowi, który jest za granicą. Musiała go uprzedzić, że przez kilka dni nie będą mieli kontaktu. A on? – mówi i sama ocenia, że jest uzależniona. Uzależniona? Jak alkoholik, narkoman, hazardzista? Nie, no bez przesady. – Tak się tylko mówi – dodaje. Gdy idzie do łazienki, telefon kładzie koło wanny, na wyciągnięcie ręki. Puszcza muzykę, a przy okazji jest dostępna 24 godziny na dobę. Przekonuje, że ludzie w jej wieku już tak mają. Co innego ci z lat 80. Oni jeszcze usiłują trzymać dystans. Co nie znaczy, że zawsze im się to udaje.

– przekonuje Katarzyna Mieszawska. I tłumaczy, że już między osobami 19-letnimi a zaledwie kilka lat starszymi różnice są olbrzymie. Na swojej uczelni obserwuje dziewczyny, które co chwila robią sobie selfie. Dziubek, uśmiech, poza. I od nowa. – mówi.

Chore jest to, że sieć wpędza nas w stany depresyjne. Jak ktoś ma mało serduszek na Instagramie, czuje się gorzej. Tak ładnie pomalowana byłam, a dostałam tylko 10 lajków. Dlaczego? Ludzie tłumaczą sobie, że ktoś był offline, że taki dzień. Ale są i tacy, którzy dodają hasztagi, kasują stare zdjęcia, wrzucają nowe. Wszystko dla fejmu, popularności, godzinami czekają na ruch w sieci. Walczą.

Koniec drugiego dnia przyniósł zaskakujące wnioski, które naukowcy zapisali w swoich pamiętnikach: "Jest 22.00. Nie pamiętam, kiedy ostatnio kładłam się spać o takiej porze. Często oglądam mimochodem, pracując jednocześnie na laptopie, ale dzisiaj sama telewizja okazuje się za mało absorbująca, żeby poświęcić jej więcej czasu. Nuda! No właśnie, może to o nią chodzi. Susan Maushart też o niej pisała. Może to nudy się boimy i dlatego mnożymy bodźce, które działają na nas w tym samym czasie. A może dzięki temu, że wciąż jesteśmy zajęci, czujemy się ważni i potrzebni?".

Dzień trzeci

To był szczególnie trudny czas, jeszcze nie półmetek, a już zmęczenie daje o sobie znać. Trochę jak „ściana”, droga wiodąca pod górę, podczas maratońskiego biegu. W takich sytuacjach ważny jest doping. – wspomina dr Przywara. Tylko czy na pewno o takie wakacje mu chodziło?

"Pamiętnik Wylogowanych": "Awaria! Help! Pomocy! Jak zamówić pizzę do domu, jak nie ma się numeru do pizzerii? Ludzie, to jest nienormalne! Pół biedy pizza, zrobię najwyżej sama, chociaż ledwo stoję na nogach, a zaczynamy być głodni. Pół biedy oceny syna w szkole, zawsze mogę liczyć na wyrozumiałość wychowawczyni, która przeczyta mi zawartość e-dziennika. Pal sześć zakupy w sieci, ostatecznie znajdę czas, żeby połazić kilka godzin po sklepach, chociaż tego nie znoszę. Ale na uczelni nie da się zamówić książki do wypożyczenia w bibliotece inaczej niż elektronicznie! Gdzie nie pójdę, to słyszę: »Pani zajrzy na naszą stronę, tam są wszystkie informacje«, »Koniecznie otwórz tę stronę, mówię ci, ale heca!«. Sfrustrowana przymierzam się do robienia pizzy i nagle... na lodówce dostrzegam przyczepioną magnesem ulotkę! Świecie, jesteś piękny! Mężu, jesteś genialny".

Dzień czwarty

Były osoby, które próbowały pójść dalej. Nie tylko rozstać się z siecią, ale też odstawić na bok komputer. Przelewały więc przez pierwsze dni swoje wrażenia na papier. W końcu miały dość. Gdy przepisały dzienniczek do pliku, wydarzyło się coś dziwnego: widok ekranu uruchomił w ich głowach guzik odpowiedzialny za twórczość. Na klawiaturze pisały więcej, szybciej, chętniej, łatwiej i...miały więcej przemyśleń. – – ironizuje jedna z autorek pamiętnika.

– mówi Karolina Bednarska, która bardzo chciała tego dnia wrócić do eksperymentu, ale... Co chwila działo się "coś": umówienie wizyty do lekarza, ustalenie wyjścia do kina na sobotni wieczór. – – mówi. Najgorzej, gdy trzeba było przygotować się do kolokwium. – opowiada.

Dzień piąty

W kolejnych dniach szczególnie dawały o sobie znać nawyki, mechanicznie wykonywane czynności. – – stawia diagnozę Barbara Przywara. W porę jednak przychodziło opamiętanie. Ta sytuacja wymuszała szukanie innych dróg. Czasem tych zapomnianych.

Z "Pamiętnika Wylogowanych": "Na jutro mam przygotować tłumaczenie abstraktu doktoratu językoznawczego z języka angielskiego na polski. Utknęłam już w drugim zdaniu. Spoglądam na ikonkę – brak połączenia sieciowego. Spoglądam na półkę – ledwo tknięty słownik, który dostałam na zakończenie liceum. Wiem, że zejdzie mi sto razy dłużej, ale zabieram się za kartkowanie. I nagle... no nie wierzę! Na samym końcu słownika jest dołączona płyta CD ze słownikiem interaktywnym, ćwiczeniami gramatycznymi i słownictwem. Użyłam jej pierwszy raz w życiu, przez blisko 10 lat nie wiedziałam o jej istnieniu".

Praca offline tylko z pozoru była bardziej mozolna. Bez rozpraszającego internetu można było lepiej skoncentrować się na zadaniu. A efekt? – – wspomina dr Przywara. Pojawiły się nowe doświadczenia. –

Dzień szósty

Ci, którzy wytrwali do tego momentu, mieli już w telefonie pokaźną kolekcję SMS-ów w stylu: "Bierzesz udział w tym eksperymencie? To dlatego olałaś mnie na Messengerze?".

– wspomina Katarzyna Mieszawska. O sobie mówi, że jest hard userem i wcześniej nie podejrzewała, że będzie w stanie złapać taki dystans. Komunikaty co chwila dźwięczały w jej komórce. Od razu chciała je przejrzeć, odpowiedzieć. Bez względu na to, czy była akurat na wykładzie, jadła obiad czy siedziała na spotkaniu ze znajomymi. –– zastanawia się. Odcięcie się od sieci nauczyło ją twórczego podejścia, stanowczości i cierpliwości. – Internet rozleniwia. Nie musimy niczego pamiętać, bo on zawsze jest przy nas. Podpowie adres, przypomni o urodzinach znajomego, poda rozwiązanie na tacy.

Dzień siódmy. Niedziela

Z "Pamiętnika Wylogowanych": "Miałam sen. Śniłam o przyjaciołach ze szkoły, o tym, jak jechaliśmy razem na klasową wycieczkę pociągiem w trzeciej klasie liceum. Cieszyliśmy się, że jesteśmy razem i przez całą drogę rozmawialiśmy. O głupotach, jasne, czasem o niczym, przesiadając się od jednej grupki do drugiej. Nawet nie miałam wtedy komórki, choć może trudno w to uwierzyć. I mama nie miała ze mną kontaktu przez cztery dni! Teraz dzwoni do mnie cztery razy dziennie, choć mam 33 lata, a z przyjaciółmi ze szkoły kłócimy się przez Messengera o sytuację polityczną na świecie, bo ktoś coś przeczytał na czyjejś ścianie na Facebooku".

– podkreśla Karolina Bednarska. Kiedyś chciała ulotnić się z Fejsa, na chwilę. Miała gorszy czas, potrzebowała w spokoju przemyśleć parę spraw. Ale zamiast tego wywołała burzę. Przychodziły kolejne SMS-y o podobnej treści: "O co chodzi? Dlaczego mnie zablokowałaś?". –

Siódmego, ostatniego dnia, jedni oddychali z ulgą, drudzy brali pod lupę własne ciała. – – ocenia dr Przywara. Były też inne obserwacje. Od tych fizycznych, jak: "przestał mnie boleć kciuk", "pozbyłem się skurczu w szyi", po bardziej metafizyczne: "zacząłem patrzeć na świat, zamiast iść przez niego z pochyloną głową".

To już jest koniec

Kilka minut po północy. Nareszcie koniec, można zaszaleć. Są chętni? Ostatnie zapiski z pamiętnika: "Na próbę włączyłam na tablecie stronę sklepu z odzieżą, żeby sprawdzić, czy mają sprzedaż internetową. Nie mieli, więc wyłączyłam urządzenie i przysiadłam na pufie obok męża, który pracował jeszcze przy biurku. Poczułam się, jakby mnie olśniło – choć wiem, że badacze procesów twórczych odeszli już od koncepcji nagłych olśnień. Nie mogę pozbyć się jednego wniosku: że czas bez sieci przywrócił mi zdolność jasnego myślenia o celu i środkach do niego prowadzących. Że pozwolił mi zapomnieć o paraliżującym działaniu negatywnego feedbacku ze strony otoczenia".

– wspomina Katarzyna Mieszawska. Jednak na wiadomości zaczęła odpisywać już w trakcie posiłku.

To było jak maraton, wyprawa w nieznane czy wyjazd całą rodziną na wakacje. Wyzwanie, które ma swój finał. Potem wraca się na stare tory. Bo w planszówki można czasem zagrać, podobnie odstać w kolejce do banku czy spotkać się ze znajomymi w realu. Ale żyć dłużej bez internetu? Czy to w ogóle możliwe? Tak i nie. Na pewno warto robić kursy przetrwania, bo uczą dystansu do siebie i wirtualnego świata, jednak... – P mówi Barbara Przywara. –

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj