Sprawę zgłosiła policji w niedzielę Ewa Morawska, wdowa po profesorze. Odwzorowujący twarz profesora element nagrobka został pomalowany w miejscu ust najprawdopodobniej flamastrem bądź szminką.

Możliwe są dwie kwalifikacje tego zdarzenia. Artykuł 261 kk mówi, że kto znieważa pomnik lub inne miejsce publiczne urządzone w celu upamiętnienia zdarzenia historycznego lub uczczenia osoby, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności. Z kolei artykuł 262 kk stanowi, że kto znieważa zwłoki, prochy ludzkie lub miejsce spoczynku zmarłego, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2 – powiedziała PAP Dąbrowska.

Dodała, że jako wstępną przyjęto kwalifikację czynu, jako znieważenie pomnika, ale ona w toku prowadzonego postępowania może się zmienić.

Wcześniej wdowa po prof. Morawskim powiedziała PAP, że jest zdruzgotana i załamaną zaistniałą sytuacją.

Chciałabym powiedzieć osobie, która to zrobiła, że jest to wyraz najniższych instynktów. Jakim trzeba być człowiekiem, żeby znieważyć czyjś grób? Rozumiem, że ktoś mógł się z moim mężem nie zgadzać za życia. Nie mogę jednak pojąć, czemu teraz działa w taki sposób – powiedziała PAP Ewa Morawska.

Do znieważenia miało dojść w piątek po południu. - Nie mam pojęcia, kto mógł to zrobić. To ogromne świństwo – podkreśliła wdowa po prof. Morawskim.

Rzeczniczka toruńskiej policji wskazała, że policjanci będą wyjaśniali okoliczności zdarzenia. Autorem rzeźby i projektu nagrobka jest Tadeusz Antoni Wojtasik. Uszkodzenia mają być usuwane w kolejnych dniach.

Z informacji uzyskanych przez PAP od osób, które zajmują się porządkami na cmentarzu bądź mają groby w pobliżu, wynika, że wcześniej dochodziło do kradzieży i występków niepasujących do powagi miejsca, ale nie przypominają sobie one w ostatnim czasie niszczenia nagrobków bądź miejsc upamiętnienia.

Prof. Morawski zmarł 12 lipca 2017 roku w wieku 68 lat. Po jego śmierci prezes TK Julia Przyłębska powiedziała, że jest "zaskoczona tą nagłą śmiercią", tego – jak podkreśliła – wybitnego prawnika. Jego odejście nazwała "olbrzymim ciosem dla trybunału". Dodała, że sędzia "w ostatnim czasie doświadczył straszliwej, niewyobrażalnej nagonki medialnej". "Bardzo się tym przejmował" – powiedziała, podkreślając, że nie rozumiał, dlaczego próbowano go dyskredytować drobnymi sprawami.

Lech Morawski urodził się 14 września 1949 r. w Bydgoszczy. Ukończył studia prawnicze na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. W 1978 r. obronił doktorat, a 10 lat później – habilitację. W sierpniu 1999 r. otrzymał tytuł profesora.

Od 1990 r. był zawodowo związany z Uniwersytetem Mikołaj Kopernika. Kierował m.in. tamtejszą Katedrą Teorii Prawa i Państwa na Wydziale Prawa i Administracji. Był również kierownikiem Katedry Teorii i Filozofii Prawa na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

W grudniu 2015 r. Sejm wybrał go na członka Trybunału Konstytucyjnego, jego kandydaturę zgłosiło PiS. Ówczesny prezes TK Andrzej Rzepliński przez ponad rok – podobnie jak sędziów Mariusza Muszyńskiego i Henryka Ciocha – nie dopuszczał go do orzekania. Powoływał się przy tym na wyroki TK z grudnia 2015 r. o tym, że ich miejsca są zajęte przez trzech sędziów wybranych w październiku 2015 r. na podstawie prawnej uznanej przez TK za zgodną z konstytucją.

Do orzekania został ostatecznie dopuszczony po 20 grudnia 2016 r., kiedy prezesem TK – po zakończeniu kadencji Rzeplińskiego – została Julia Przyłębska.

Prezydent RP Andrzej Duda pośmiertnie odznaczył prof. Morawskiego Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.